Tylko praca…


treatment sitcom treatment sitcom treatment sitcom treatment sitcom treatment sitcom

SCENA I

/salon Agnieszka i Paweł/
Agnieszka
I w dodatku ten podręcznik jest za drogi.
Paweł
Moglibyśmy ewentualnie sami coś opracować.
Agnieszka
Ale czy nasz informatyk poszedłby na to?
Paweł
Chyba tak, w każdym razie podręczniki w księgarniach są za drogie.
/wychodzi/
Agnieszka
Gdyby to wyszło, bylibyśmy szczęśliwi.
/Paweł nakłada buty, Agnieszka przygląda mu się/
Paweł
/czeka/
No, to do zobaczenia.
/waha się, ma wyjść, ale stoi/
Agnieszka
Może wieczorem jeszcze wpadniesz?
/czeka/
Paweł
No.
/patrzą się na siebie/
Agnieszka
/zamyślona/
Wiesz, chodzimy ze sobą już dwa lata…
Paweł
No właśnie.
/zakłopotany/
Agnieszka
Co chciałeś przez to powiedzieć?
Paweł
Ja?
Agnieszka
Tak, wydawało mi się, że chcesz coś powiedzieć?
Paweł
/niezdarnie/
To raczej ty coś chciałaś zacząć.
/cisza/
Powiedziałaś, że chodzimy już ze sobą dwa lata.
Agnieszka
Właśnie.
Paweł
Słucham?
Agnieszka
/podchodzi do niego, zamyka oczy i całuje go w usta/
Paweł
/oniemiały/
Coś mówiłaś?
Agnieszka
Już nic, do zobaczenia.
Paweł
/idzie do drzwi/
Do widzenia.
Agnieszka
Paweł! / z radością /
Paweł
/odwraca się/
Słucham?
Agnieszka
/zawstydzona/
Podobało ci się?
Paweł
Co?
Agnieszka
No, wiesz, nasz pierwszy pocałunek.
Paweł
A, oczywiście, już dawno chciałem cię zapytać, czy nie moglibyśmy się całować?
Agnieszka
/odważnie/
Od dzisiaj tak będzie zawsze, jeżeli tego chcesz?
Paweł
/zakłopotany/
Bardzo.
/podchodzi do Agnieszki, która zamyka oczy i po chwili wahania całuje ją w czoło i wychodzi/

SCENA II

/w salonie Agnieszka/
Agnieszka
/wpatrzona przed siebie, wchodzi Kaśka i Pawlicka z torbami i zakupami/
Kaśka
/zmęczona opada na fotel/
Wielbłąd numer jeden zgłasza się do bazy.
Pawlicka
/niesie torby do kuchni/
Wielbłąd numer dwa cwałem podąża do kuchni.
/wychodzi/
Kaśka
/sama z Agnieszką/
Uff, moje ręce, czuję, jak życie z nich wychodzi. Przydałby się jakiś masażysta, może być skin z wyglansowaną czaszką.
/spogląda na Agnieszkę/
A co ty tu robisz Harpagonie?
Gdzie twoje książki?
Agnieszka
/milczy/
Kaśka
/podchodzi do kanapy i nachyla się nad Agnieszką, kiwa dłonią przed oczyma Agnieszki, badając jej wzroki bez reakcji/
Ta dziewczyna ma zbyt szczęśliwe oczy, więc chyba nic tragicznego jej nie dolega?
/do Agnieszki/
Ej, żyjesz ?
Agnieszka
/rozmarzona/
Nareszcie…
Kaśka
Chyba postawiłam złą diagnozę. Aga, co oznacza twoje nareszcie?
Agnieszka
Umieram…
Kaśka
Boże, ciociu, Agnieszka, co ci jest?
/siada przy niej i bierze ją za rękę/
/wchodzi matka z nożem kuchennym w ręku/
Pawlicka
Słucham aniołku?
Kaśka
Ciociu, obawiam się, że mamy problem, Agnieszka umiera!
Pawlicka
Jak to, przecież jutro ma swój ulubiony sprawdzian z matmy?
Kaśka
Chyba coś poważnego, ale jak do niej dotrzeć?
/głaska ją po głowie/
Pawlicka
Już raz ją widziałam w takim stanie, po pierwszej wizycie Pawła.
Kask
Czyżby ten chodzący mikroprocesor był tu dzisiaj?
Pawlicka
Sadząc po plamach opadowych na jej szyi, siedzi w tej pozie od dwudziestu minut.
Kaśka
/podnosi jej głowę/
Agnicha!
Pawlicka
/przykłada jej nóż do czoła/
Kaśka
Ciociu, przykładanie noża jest dobre na guzy.
Pawlicka
Nawet nóż jej nie pomoże. Agnieszka, przestań w końcu gapić się w żyrandol!
Kaśka
Może przypomina jej Pawła?
Agnieszka
Nareszcie…
Kaśka
Co nareszcie?
Pawlicka
Musimy odczekać ze dwa dni nim dojdzie do siebie.
Kaśka
Zastosuję jej metodę wypróbowaną na moich rastamanach.
Pawlicka
Rastamanach, nie skinach?
Kaśka
Ze skinami nie ma problemu, oni w tańcu nie zbliżają się za blisko, natomiast rastamani kleją się do mnie.
Pawlicka
I co wtedy robisz?
Kaśka
Gryzę w ucho!
/nachyla się i gryzie Agnieszkę w ucho/
Agnieszka
Jezus, Maria, co się stało?!
Kaśka
No, wreszcie się ocknęła.
Pawlicka
Agnisiu, co ci się stało?
Agnieszka
/znowu opada w tył/
Jestem kobietą.
Pawlicka
Jezus, Maria
Kaśka
Też mi wymyśliła.
Pawlicka
/stoi z nożem/
Wytłumacz się natychmiast!
Agnieszka
Mamo, pocałowałam go.
Kaśka
Wielkie mecyje.
Pawlicka
No i co, no i co?
Agnieszka
Nic więcej, a myślałam, że coś ze mną nie tak.
Pawlicka
Ależ córeczko, musisz wiedzieć…
Kaśka
Ciociu, niech ciocia pozwoli, że ja jej wszystko wytłumaczę.
/wstaje i zaprowadza Pawlicką do kuchni/
Pawlicka
/wygląda z kuchni/
Tylko bądź delikatna!
Kaśka
/same z Agnieszką/
Słuchaj, całowanie się z chłopakiem
/chwilę się zastanawia/
nie przystoi dobrze wychowanej panience.
Agnieszka
Ależ to takie przyjemne…
Kaśka
Nie musisz mi tego mówić.

SCENA III

/te same plus Beata/

Beata
/wchodzi/
I jak tam, dziewczyny, są jakieś sensacje na obiad?
Kaśka
Lepiej nie pytaj.
Beata
/siada/
Myślałam, że ten nalot dywanowy na moje biuro nigdy się nie skończy!
Kaśka
My też miałyśmy tu nalot, ale nie dywanowy, raczej kanapowy.
Beata
Dziadek był?
Agnieszka
/wstaje/
Idę do siebie, muszę jeszcze coś przygotować.
Kaśka
/do Agnieszki/
Tylko zapisz w pamiętniku, że popieramy feministyczny ruch kobiet w Północnej Korei.
Agnieszka
/wychodzi/
Tak, tak.
/cisza/
Beata
/zdumiona/
Feministyczny ruch kobiet w Korei?
Kaśka
Widziałaś ją? Ona jest wciąż nieprzytomna.
Beata
A co tu się właściwie stało, dziadek coś nabroił?
Kaśka
Paweł ją pocałował.
Beata
/odruchowo zakrywa usta/
Ale nie muszą się żenić?
Kaśka
Ja nie wiem, ale wy chyba powariowaliście! Chodźmy na górę, porozmawiamy tam w cztery oczy.
Beata
Albo w sześć oczu.
Kaśka
Nie będziemy się dziś pastwić nad Agnieszką.
Beata
Ale jak ci powiem, co u mnie się stało, to padniesz!
/idą/
Kaśka
Całowałaś się z Bogusławem Lindą?
Beata Nie.
Kaśka
To nie padnę.

SCENA IV

/salon, Pawliccy/

Pawlicki
/całuje ją w rękę/
Obiad był wspaniały, dziękuję.
Pawlicka
/ Pawlicka trzyma szklankę z herbatą/
Zauważyłeś?
Pawlicki
/siada obok niej, wygodnie się rozpiera/
W takich chwilach nie jestem w stanie mówić o niczym, jedynie o miłości
Pawlicka
Do kotleta schabowego?
Powinieneś się zdecydować, kim właściwie jesteś: Soplicą czy Wokulskim?
Pawlicki
W miłości Soplicą, w pracy – Wokulskim!
Pawlicka
W domu głodomór, w pracy służbista.
Pawlicki
Oj, nie przesadzajmy z tym utyskiwaniem, cały świat na coś narzeka, czy my musimy być tacy sami ?
Pawlicka
Właśnie?
/popija herbatę/
Pawlicki
/pokornie/
Czy to oznacza, że nie mogę liczyć na mały fragment twego smacznego piernika z owocami?
Pawlicka
/udobruchany/
No, nie wiem, czy twój podwójny żołądek będzie w stanie to wszystko pomieścić?
Pawlicki
Zapewniam, że moje soki trawienne już się dobrały do wrzuconych w czeluście żołądkowe materii.
Pawlicka
Ty rzeczywiście kochałeś się w nauczycielce od biologii. Jak mówi stare przysłowie: „Do serca mężczyzny najlepsza droga przez żołądek”.
Pawlicka
A do serca kobiety?
Pawlicki
/zastanawia się naiwnie/
Przez jubilera!
Pawlicka
I tu cię mam! Wiedziałam, że kiedyś mi wypomnisz tę zgubioną obrączkę ślubną. Pawlicki
/wstaje/
Ależ kochanie, w ogóle o tym nie pomyślałem, zaręczam ci.
Pawlicka
Wierzę, wierzę, tylko już usiądź i przestań się indorzyć!
Pawlicki
Indorzyć? Wydaje mi się, że dawniej używałaś innego określenia, bardziej subtelnego?
Pawlicka
Wyleciało mi z głowy.
Pawlicki
/wchodzą z kuchni Beata i Kaśka/

SCENA V

Beata
/patrzy na Pawlickiego/
A co tatulo taki naindorzony?
/podchodzi i całuje go w policzek/
Oj tatulu, mama miała dzisiaj tyle pracy.
Pawlicki
A ja to oczywiście opalałem się na plaży cały dzień?
Kaśka
Wujaszek nawet jest brązowy.
/odchodzą obie w stronę schodów/
Beata
/stanowczo i z szacunkiem/
W każdym razie na naszym statku jesteś kapitanem, z tobą nam żyć, z tobą i umierać!
Kaśka
/na schodach/
Niech żyje kapitan Pawlicki!

SCENA VI

Pawlicki
/stoi z opuszczonymi ramionami/
Czy ty słyszałaś te owacje?
Pawlicka
Niestety.
Pawlicki
I co powiesz na temat wychowania tych młodych kobiet?
/siada w fotelu/
Pawlicka
Spryciary z nich, potrafią jednym zdaniem cię usadzić. Mi się rzadko udaje ta sztuka.
Pawlicki
/po chwili/
Co za czasy, człowiek nie może się poindorzyć we własnym domu!

SCENA VII

/pokój dziewczyn, Agnieszka leży z otwartymi oczami/

Beata
/do Kaśki/
I popatrz na nią, ona w ogóle nic nie jadła.
Kaśka
Masz na myśli tablice matematyczne czy Mendelejewa?
Agnieszka
Och, dziewczyny, a ja jestem szczęśliwa…
Kaśka
/do Beaty/
Chyba jednak coś jadła.
Beata
Agnieszka, opowiedz, jak było?
/mruga do Kaśki/
Agnieszka
Trudno to sprecyzować językiem ludzkim.
Kaśka
To może wzorami matematycznymi?
Beata
Nie dokuczaj jej, bo gotowa przełożyć swoje wrażenia na język komputerowych zer i jedynek.
Kaśka
Niech mówi, ja jestem kompatybilna.
/siada przy lustrze, poprawia włosy/
Agnieszka
Próbowałam to porównać do innych wrażeń w moim życiu, ale bez pozytywnych rezultatów.
Beata
Może do zdawania matury?
Agnieszka
A jakie to uczucie?
Beata
/kładzie się na drugim łóżku/
No, wiesz, czekasz na to latami, przygotowujesz się i układasz różne warianty, różne scenariusze.
/cisza/
A właściwie to są tylko dwa, zdasz lub nie.
I czekasz, i boisz się, napięcie z każdym dniem rośnie…
/cisza/
Agnieszka
I co, co dalej?
/zamyka oczy/
Beata
Nie wiesz, jak masz mu powiedzieć, że go kochasz?
/Kaśka odwraca się, patrzy na Beatę i otwiera usta/
Agnieszka
I co, i co?
Beata
Wreszcie nadchodzi ten czas i to miejsce. Los sam dyktuje warunki i pcha cię w jego ramiona.
Kaśka
/zaskoczona/
Straszne!
Agnieszka
Właśnie, właśnie!
Beata
I czujesz jego usta, które tak pokochałaś…
Agnieszka
/otwiera oczy/
Gdzie?
Beata
Na swoich ustach rzecz jasna.
Agnieszka
/siada/
Już wiem, to jest jak odkrycie teorii względności!
Beata i Kaśka
/zdumione patrzą na siebie, po chwili wybuchają śmiechem/

SCENA VIII

/salon, Pawliccy/

Pawlicka
/poprawia sprawdziany/
A pamiętasz nasz pierwszy pocałunek?
Pawlicki
/czyta jakieś dokumenty/
Trwał chyba pięć minut.
Pawlicka
To było bardzo romantyczne.
Pawlicki
Dwie godziny przed randką szczotkowałem zęby.
Pawlicka
Jak to, więc ty to wszystko zaplanowałeś?
/odkłada prace/
Pawlicki
Ktoś z nas musiał trzymać rękę na pulsie.
Pawlicka
I oczywiście to ty byłeś tą osobą?
Pawlicki
Powiedziałem sobie wtedy: „Dzisiaj albo nigdy”.
Pawlicka
To brzmi jak ultimatum?
A jeśli nic by z tego nie wyszło?
Pawlicki
/ostentacyjnie/
Miałem na oku inny port, do którego mógł zawinąć mój statek.
Pawlicka
Raczej kuter rybacki. Całkiem zapomniałeś o moich adoratorach.
Pawlicki
/dumny/
To była żadna konkurencja dla mnie.
Pawlicka
/wstaje/
O, i popatrzcie, co z tego Pawlickiego wyrosło? Już zapomniałeś o nocach przespanych w krzakach pod moim oknem?
Pawlicki
/poważnie/
Pierwszy raz w życiu wzięto mnie aa złodzieja.
Pawlicka
Gdyby nie dziadek, trzymaliby cię na komisariacie albo wsadzili za włóczęgostwo lub podglądanie porządnych obywateli. Idę do kuchni.
/wychodzi/

SCENA IX

/salon, wchodzi Agnieszka /

Agnieszka
/siada na kanapie obok ojca/
Pawlicki
Co słychać u najmłodszej kobiety, którą kocham?
Agnieszka
Jest szczęśliwa
Pawlicki
Czyżbyś odkryła nową teorią lub prawo fizyki?
Agnieszka
Chyba już wiesz o wszystkim?
/patrzy na ojca/
Pawlicki
/kiwa głową/
Nie przejmuj się, dla mnie to też było wielkie przeżycie.
Agnieszka
Opowiedz o waszym pierwszym pocałunku.
Pawlicki
/dumny/
Mama to bardzo przeżyła.
Agnieszka
A ty, tatulu, powiedz, że byłeś szczęśliwy?
Pawlicki
/za szybko/
Oczywiście. To znaczy pierwszy pocałunek z twoją mamą pamiętam jak dziś. Szczotkowałem zęby przed randką.
Agnieszka
Długo czekałeś na tę chwilę ?
Pawlicki
Tak. Zresztą wtedy randki wyglądały nieco inaczej. Żeby chodzić z twoją mamą, musiałem najpierw przedstawić się jej rodzicom.
Agnieszka
Spodobałeś się im?
Pawlicki
/kiwa głową niepewnie/
Chyba tak. W każdym razie pozwolono mi wziąć ją na zabawę. I wtedy to się stało.
Agnieszka
Pocałowałeś ją na zabawie, przy ludziach?
Pawlicki
Oczywiście, że nie, wtedy panowały inne obyczaje. Dzisiaj wszyscy całują się gdziekolwiek się znajdą. Za naszych randek całowanie się oznaczało, że chłopak ma poważne zamiary wobec damy swego serca.
Agnieszka
Wiesz, bardzo mi się podobają te zasady.
/opiera się o ramię ojca/
Pawlicki
/obejmuje ją ramieniem/
Rozumiem, traktujesz swojego Pawła bardzo poważnie?
Agnieszka
Tak.
Pawlicki
/całuje ją w głowę/
Nie martw się kochanie, wielka miłość jest warta wielkiej przyszłości,

SCENA X

/wchodzi dziadek/

Dziadek
/spogląda na siedzących/
A co to, jakiś kryzys międzynarodowy?
Pawlicki
/wstaje/
Dobry wieczór tato, siadaj.
/podają sobie dłonie na powitanie/
Pawlicka
/wchodzi z tacą i ciastem/
O, tato, cieszę się, że do nas zajrzałeś.
/do Męża/
Zawołaj dziewczyny na podwieczorek.
Pawlicki
/idzie do góry/
Dziadek
/do kobiet/
Wyobraźcie sobie, kogo spotkałem po drodze?
Agnieszka
Burmistrza?
Dziadek
Ciepło, ciepło.
/przekomarza się/
Pawlicka
Proboszcza?
Dziadek
Ciepło, ciepło.
Agnieszka
Posła na sejm ?
Dziadek
Ciepło, ciepło.

SCENA XI

/wchodzą pozostali/

Beata i Kaśka
Dobry wieczór!
Dziadek
Wieczór.
No więc?
Pawlicka
Słuchajcie, dziadek pytał, czy domyślamy się, kogo spotkał idąc do nas?
Kaśka
Był już święty Mikołaj?
Dziadek
Patrzcie, jaka on bystra?
Pawlicki
Kogo spotkałeś?
Dziadek
Lepiej ty mi powiedz, co tu się właściwie stało?
Pawlicka
A co tu się mogło stać?
Beata
Agnieszka odkryła nowy pierwiastek chemiczny.
Dziadek
Tak na siedząco, w domu?
Pawlicka
No, powiedz już.
Dziadek
Ale najpierw siadajcie.
No więc spotkałem pewnego młodego człowieka.
Kaśka
A już myślałam, że co najmniej miss Polonia.
Pawlicki
I cóż ten młody człowiek?
Dziadek
Nic, siedział na ławce w parku. Kiedy szedłem, zapytał mnie, która godzina ?
Pawlicka
Chyba nie chciał ukraść ci zegarka?
Dziadek
Nie. Okazało się, że przesiedział na ławce dwie godziny i nawet o tym nie wiedział.
Pawlicki
Dwie godziny bezczynności, to ci nicpoń!
Beata
Nadal nie widzę w tym nic dziwnego.
Kaśka
Chyba że siedział tam sam?
Dziadek
Sam, to znaczy nie sam. W jego oczach żarzyło się wielkie uczucie.
Pawlicka
Do ciebie?
Dziadek
Już kiedyś widziałem człowieka w takim stanie.
Agnieszka
Kiedy, kogo?
Dziadek
Twojego ojca.. Co za naród, gdy po raz pierwszy pocałował twoją matkę, zaginął bez wieści!
Pawlicki
/zakłopotany/
O, tato, nie przesadzaj!
Dziadek
/siada wygodnie/
Kazałem szukać go policji. Odnaleziono go nad ranem w parku. Siedział i gapił się nieprzytomnie przed siebie.
Kaśka
Pewnie coś wypił.
Dziadek
Nie wyszedł przez cały dzień z domu. O co by go nie pytano, odpowiadał: „Jestem szczęśliwy”.
Pawlicka
A, to dlatego przyjechałeś po południu tego dnia do nas?
Dziadek
Tak, ale ty też byłaś nieprzytomna.
Beata
Nigdy o tym nie mówiłaś?
Kaśka
Przecież była nieprzytomna.
Dziadek
Mówcie co chcecie, miłość jest wielka, prawda Agnieszka?
/wszyscy patrzą na Agnieszkę, która siedzi oparta na fotelu/
/cisza/
Pawlicka
Agnieszka?!
Dziadek
Agnieszka, co z tobą duszyczko?
Agnieszka
/rozmarzona/
Jestem Szczęśliwa…
/wszyscy patrzą na siebie/

KONIEC ODCINKA 5

Dodaj komentarz