Tylko praca…

rozdział 11 – sen

Śpię teraz?
Nie, te wszystkie myśli tak się w głowie kłębią, że nie mogę zasnąć. A może śpię i tylko mi się wszystko wydaje. Mam zamknięte oczy.
Ale czuję się wyspany. Coś dziwnego, a może nie. Nie dla mnie. Rozszalałe komórki mózgowe nie po raz pierwszy nie dają mi spać. O czym tu myśleć.
Zadania odrobione, dzień zakończony, problemy nauki niewiele mnie teraz obchodzą, mutanci spisali się na medal, komputer wyłączony, zdjęcie z Karoliną obejrzane.
Szukam jakiegoś punktu zaczepienia dla moich myśli. A może zasnę? Nie, jeszcze nie czas, jeszcze nie czas.
Po lekcjach poszliśmy z Karoliną do fotografa. Musiałem zrobić sobie zdjęcie do paszportu. Karolina zaproponowała, abyśmy razem weszli do automatu. Jak w filmie.
Zawsze marzyłem przed snem, żeby chodzić z Karoliną za rękę, tak ją kochałem i stało się.
No, kocham ją przecież nadal, co ja mówię.
Boże, spać, spać…

Chaos.
Nie, nie mogę.
Przewracam się z boku na bok, robi mi się jakoś gorąco.
To nie może dłużej trwać. Albo będę myślał w jakiś logiczny i uporządkowany sposób, albo wstaję!
Co za ultimatum.

Tak, to już przesada, wstaję.

Sięgam do lodówki po sok. Jest za zimny. Herbata w termosie też się skończyła. Musiał tu ktoś buszować przede mną, na kolację mama zrobiła dwa termosy.
Justyna. Co się w ogóle z nią dzieje.
Od dawna nie rozmawiałem z nią i nie biegaliśmy razem po mieście. Och ta moja siostra. Odkąd ma adoratorów, zapomina o mnie.
Wzajemnie. Odkąd Karolina jest oficjalnie moją dziewczyną, nie ma w moim świecie nikogo.
Poza Robinem z internetu.

Wracam do łóżka. U Justyny zapalone światło. Nie pamiętam czy gdy szedłem do kuchni światło się świeciło. No tak, szedłem z zamkniętymi oczami.
Nie pukam do niej, wchodzę do pokoju. Światło włączone, Justyna śpi, na stoliku pełno książek, niektóre otwarte. Biologia, tak, na tym punkcie moja siostra ma dosłownie bzika. Najchętniej spałaby z biologią w ramionach. Otwarte okno. Podchodzę i zamykam je. Smaruję spać.
Czy mnie wzrok nie myli? Włączam ponownie światło, aby zobaczyć to zjawisko. Moja siostra ma taką dużą stopę, że wydaje się aż nienaturalna.
Jaka ta moja siostra już duża.
Wariat ze mnie.
Ale nie widziałem do tej pory jej stóp. Spod kołdry wyglądają jakby należały do kogoś innego. Justyna zawsze kojarzyła mi się z delikatną małą panienką. A tu proszę, taka wielka stopa.

Zamykam oczy. Wbiegam na boisko. To lubię.
Reprezentacja Polski przegrywa z Anglikami trzy do zera. Anglicy nie mają lepszej drużyny, ale my zawsze z nimi gramy jak nowicjusze. Kompleksy, w końcu to Anglicy wymyślili piłkę nożną. Oczywiście komentator w tym tonie psioczy i utyskuje, zaraz dostanie się trenerowi i całemu systemowi rozgrywek ligi. Beztalencia- słyszę to, mimo że jestem na ławce rezerwowej. Za mnie też trenerowi się dostanie.
Kiwa do mnie ręką. Wyjdę na boisko do gry, wystawi mnie czy tylko chce zdopingować zespół? Nakazuje mi rozgrzewkę.
– Nie klei się naszemu zespołowi- słyszę komentarz telewizyjny, chociaż biegam obok linii autowej.- Na dziesięć minut przed końcem meczu trener postanawia zmienić zawodnika, chyba chce wprowadzić napastnika. No tak, nie mamy już nic do stracenia. Udział w mistrzostwach Europy oddala się od nas coraz szybciej. Widzę rozgrzewającego się zawodnika. Nie rozumiem, trener chce wprowadzić debiutanta, zawodnika powołanego do kadry z trzecioligowej drużyny, nie wiadomo po co.
Wchodzę na boisko. Tak, jednak trener zaryzykował. Schylam się do trawy i robię znak krzyża. Biegnę do środka boiska na swoją pozycję, mam być pomocnikiem ataku i robić zamieszanie w ostatnich minutach gry.
Dostaję niespodziewanie piłkę, jakimś kiksem odbiła się od angielskiego obrońcy, który źle ją przyjął.
Trzymam ją przy nodze. Nie ma nikogo w linii ataku. Pędzę do przodu, kiwam pierwszego. Kątem oka spostrzegam dwóch obrońców. Wydaje mi się, że śmieją się ze mnie. Przejdę ich czy nie, pędzę, nie czekam na nikogo. Na widowni rozlega się szmer, komentator mówi normalnym głosem – Biegnie na oślep, wbiega na pole karne, bramkarz wybiega i rzuca się mu pod nogi, strzela, gol.
Zatkał się, wszyscy się zatkali, nikt na stadionie nie wierzy w to, co się stało. Koledzy z drużyny w szoku podchodzą do mnie i ściskają moją dłoń.
– Dokopmy im- szepczę poprzez uściski.
Konsternacja, nieznany nikomu zawodnik, debiutant w dwie minuty po wejściu strzela gola.
Pięknie.
Anglicy rozpoczynają. Niefortunnie próbowali przerzucić piłkę na lewe skrzydło, któryś z kolegów przejął ją i podał do pierwszego rozgrywającego. Każda drużyna ma takiego zawodnika, guru, najlepiej wyczuwającego wszelkie drgania w zespole. To on rozdaje piłki, ale chyba nie poda do…
Niesłychane, jestem przy piłce i widzę, że przeciwnicy mnie ignorują. Nikt nie podbiega do mnie, żeby mi odebrać piłkę, więc biegnę, ile sił w nogach. Widzę po prawej stronie kolegę i trzech obrońców. Trzeba ich przejść. Pierwszego kiwam, przed drugim, jaki on wielki, kopię piłkę do kolegi i ustawiam się jak najbliżej pola karnego.
Niesłychane. Kiwa drugiego obrońcę, cała drużyna Anglików wali tu na odsiecz, zaraz będzie po wszystkim, zabiorą nam piłkę. Upadł, ale kantem buta jakoś krzywo kopnął. Pędzę za nią aż na pole karne, czuję jak obrońcy ciągną mnie za koszulkę. Kopię z całych sił w stronę bramki, za mocno aby bramkarz chwycił. Gol.

Obaj padamy na trawę z radości trzymając się za ręce. Cisza. Nie wierzę własnym uszom. Nasi kibice, a jest ich ze czterdzieści tysięcy, milczą. Żadnych braw, skupienie. A może szok? Nikt nie wierzy w zwycięstwo, nawet publiczność.
Anglicy przy piłce. Cisza. Atakują. Nie dają za wygrane. Nasza drużyna konsoliduje się. Wszyscy poza mną są w obrębie pola karnego. Strzelają. Na szczęście bramkarz wyłapuje piłkę. Podaje do kapitana, ten przedziera się kilka metrów przez szczelne krycie przeciwników i nie wiem jak, ale dołapałem piłkę, chciałem ją przystopować, ale nie udało się. Odbiła się ode mnie i poleciała, a ja pędzę za nią pomiędzy trzema obrońcami. Nie mam szans chyba.
Ciągnę za ostatnim obrońcą, a ten nie bardzo wie, co ma zrobić z piłką. Rezygnuję w momencie, gdy kopie piłkę w stronę bramkarza. Jakoś instynktownie oceniam, że trzeba za nią biec, została kopnięta zbyt lekko, Anglicy coś krzyczą, bramkarz pędzi w moją stronę a piłka jest tuż, tuż. Mam ją, ślizgam się po trawie i końcem korkowca podbijam ją do góry. Przerzucam bramkarza, który padem na trawę chciał zasłonić bramkę. Gol, moja trzecia bramka.
Szał. Dopiero teraz coś się odkorkowało. Publiczność siedząca do tej pory cicho i jakaś zaczarowana, teraz rozkrzyczała się. Najpierw pojedyncze grupy skandowały moje imię, potem pojawiła się meksykańska fala, a teraz, gdy koledzy ściskają mnie z radości, już razem wszyscy potężnie wołają Polska, Polska, Polska…
– To jest niesamowite- słyszę patetyczny komentarz telewizyjny.- Do zakończenia meczu pozostało już tylko cztery minuty. Czy Polacy utrzymają rezultat, rezultat, który da nam jeszcze jakiś skrawek nadziei na finały. Jeżeli Polska drużyna zremisuje, zajmie drugie miejsce w grupie i będzie miała szanse na dostąpienie tego tak oczekiwanego występu w finałach mistrzostw Europy. Jeżeli natomiast wygrają, zajmą pierwsze miejsce i wtedy o awans niech się martwią Anglicy. Czy Polacy pojadą do Paryża?

Dwie minuty do zakończenia meczu. Anglicy wciąż nieustannie próbują przełamać naszą obronę, ale chłopaki dają z siebie wszystko.
Bramkarz po raz kolejny ratuje naszą skórę.
Trener nakazał wszystkim totalną obronę.
Bramkarz wykopuje piłkę jak najdalej może. Obrona angielska momentalnie przekazuje za środek boiska na naszą połowę. Wślizguję się pod nogi jednego z nich, ale bez efektu. Nagle przed sobą widzę piłkę. Anglik potknął się i padając kopnął piłkę. Odbiła się od jakiegoś zawodnika i oto wystartowałem do niej. Na plecach poczułem klepnięcie kolegi z mojej drużyny, który zrezygnował z piłki i oddał mi pierwszeństwo.
Gonię z piłką jak szalony. Widzę mojego asystenta jakieś cztery metry na lewo, a z prawej angielskiego obrońcę. Obiegam go. Drugi. Zakładam mu siatkę między nogami, jak na treningu. Zataczam niewielki łuk i widzę mojego kolegę na polu karnym. Ma czystą pozycję, podaję mu piłkę, on strzela i…

– Już widzę jutrzejsze nagłówki w angielskiej prasie- komentuje z dumą spiker telewizyjny- „Dziesięć minut, które wstrząsnęły Anglią”. Do końca meczu już tylko kilkanaście sekund, niemożliwe aby Polacy przegrali to spotkanie. Po meczu będzie czas na podsumowanie, a ja teraz mogę tylko powiedzieć państwu, że podobnie jak wielu kibiców przed telewizorami jestem zaskoczony postawą naszych zawodników. Przez osiemdziesiąt minut trwali w jakimś amoku, nie starali się, nie przejawiali chęci do walki. Na końcowe minuty trener wpuścił debiutanta i obraz drużyny całkowicie…

Marzenia.
To moje pierwsze sportowe marzenie.
Zawsze jest takie samo. Może akurat szczegóły zmieniają się, na przykład sposób strzelania bramek, ale większość jest stała. Potem oczywiście mistrzostwa Europy, na które jadę jako zawodnik podstawowy, eliminacje do mistrzostw świata i samo mistrzostwo dla polskiej drużyny.

Karolina, żebyś ty mnie widziała w moich marzeniach…
Mogłabyś powiedzieć, że jestem chory albo wariat.
Na pewno nie, dziewczyny lubią mieć popularnych chłopaków.
Takie ciamajdy co tylko marzą też?
No przecież ja nie jestem żadną ciamajdą, jestem marzycielem, nocnym Markiem, który bezsenność zabija marzeniami.
Ciamajda.
Spać, spać…
Przewracam się setny raz na drugi bok.

Tata lub mama chyba też nie może spać.
W odbiciu szafki widzę jakieś światełko.
Chyba zasypiam. Robi mi się jakoś błogo, coraz cieplej i przytulniej…

– Aa!- Krzyknąłem ze strachu na całą cichą noc.
Przez chwilę wydało mi się, że z nosa cieknie krew, jakoś nienaturalnie, szybko…
Jest jej coraz więcej i więcej…

Dodaj komentarz