"Życie to nie teatr…"

rozdział 12 – nogi

Obudziłem się w szpitalu. Odzyskałem przytomność.
Siedzi przy mnie mama z zapuchniętymi od płaczu oczyma.
Chciałbym, aby ta sala i w ogóle ta scena była tylko snem, z którego niebawem się przebudzę.

– Co się stało?
– Zasłabłeś w nocy- mama uśmiecha się do mnie.- Tata usłyszał twój głos, myślał, że coś ci się śni. Na szczęście sprawdził.

– Stara choroba?- Właściwie stwierdzam.
Oczy mojej mamy nabrzmiały jeszcze mocniej. Więc jednak. Choroba z dzieciństwa powróciła. Nie chciałem tego nawet pamiętać i o tym mówić. Jednak stało się. Obawy rodzice potwierdziły się. Choroba powróciła.
Nie chcę pytać mamy, o co chodzi, o jaką chorobę. Jej twarz mówi za siebie. Więc to coś bardzo poważnego, inaczej tata sam by mnie wyleczył.

Mama nie jest w stanie opanować emocji. Płacze.
Dobrze wiem mamo, że bardzo mnie kochasz i żadna krzywda nie może mnie spotkać na tym świecie. Bardzo chciałbym ci o tym powiedzieć. Zresztą ty dobrze wiesz, jak mocna jest moja miłość do ciebie.

Rodzice wiedzą więcej niż ja o mojej chorobie. Nie chcę ich pytać o szczegóły, nie chcę ranić serc, które mnie kochają.

Mama jest blisko mnie, zawsze była blisko mnie, gdy jej potrzebowałem.
– Jak się czujesz?
Jest załamana, widzę to po niej. Nie ukryje przede mną prawdy.
Więc jest aż tak źle?
– Dobrze, jak zwykle zresztą- próbuję ją pocieszyć.- Do szkoły już dzisiaj chyba nie pójdę.

Mama nie roześmiała się, nie zareagowała na mój dowcip, jeszcze bardziej zaczęła płakać.
Nie wiem, jak ją mam pocieszyć, nie wiem, co mam mówić.

Chcę usiąść. Próbuję podciągnąć się, aby tego dokonać.

Boże, nie czuję nóg.
Tylko bez paniki, nieraz zdarza im się przecież zdrętwieć. Próbuję jeszcze raz.

Nie daję rady. To niemożliwe. Przecież…
– Co jest z moimi nogami?- Pytam głośno niby sam siebie.
Próbuję coś z tym zrobić, ale nie daję rady.

Więc to dlatego mama tak bardzo cierpi. Nie mogę patrzeć jak płacze. Teraz i ja mam łzy w oczach.
Chciałbym się teraz rozpłakać, może byłoby mi lepiej, lżej. Jednak jestem już za duży na płacz, za dużo wiem, czytałem o takich wypadkach, mój przypadek nie jest niczym nowym.

– Mamo, nie płacz- z oczu lecą mi krople łez. To szok, to niemożliwe, to niesłychane i medycznie niejasne. A jednak realne, rzeczywiste.

Dlaczego nagle zostaję przykuty do łóżka, dlaczego nagle tracę władze w nogach.
Dotykam rękami nóg. Są, całe i zdrowe. Dlaczego nie reagują na moje polecenia, na polecenia z mózgu.
Więc ten guz czy ropień aż tak się uaktywnił? Nie przypuszczałem, że tak szybko. A może to rak. Więc moje szanse są raczej znikome, a przyszłość niewielka.

Obejmujemy się z mamą. Siedzę, pomogła mi się podnieść.

Wszedł tata. Chciał się przywitać, ale na nasz widok zakuło go coś w środku i dołączył do nas. Boże, jak on mocno ściska. Nie ukrywa swojej twarzy. Też płacze.

– Jak się czujesz, synu?- Z naciskiem podkreśla ostatnie słowo. Lubię to.
– Świetnie.
Tata bierze moją rękę, sprawdza puls, pochyla się nad moim sercem.
– Tata, mogę cię o coś spytać?
Spojrzał z niepewnością na mamę i zmusił się do uśmiechu.
– Pytaj.
– Czy na Wielkanoc pójdziemy razem święcić koszyczek z żywnością?
Na chwilę zamarł, a mama wstrzymuje oddech. Chwila milczenia przedłuża się.
Wielkanoc już niedługo, więc chyba będę jeszcze mógł być w domu. Chwila milczenia jednak przedłuża się.
– Jak Bóg da- odpowiada.
Spojrzał na mamę.
Oboje teraz płaczą. Nie chcą mnie załamać, a ja nie chcę ranić najdroższych mi na świecie osób.

Karolina. Czy w takich okolicznościach ona mnie jeszcze kocha? Mówiła, że zawsze będzie mnie kochać, do końca życia. Ja też jej tak mówiłem. Nie mogę pozwolić na to, aby widziała mnie w takim stanie.

Czyżby moja przysięga Karolinie nie miała obowiązywać nawet roku…

– Już przestańcie rozżalać się nade mną i nad samym sobą, bo też rozpłaczę się i będę płakał i płakał. Wtedy ciśnienie krwi mi się podniesie i stanie się najgorsze.
Znowu ukradkiem mama spojrzała na reakcję taty.
Przestał się rozczulać, wytarł nos i zrobił minę, jaką robił zawsze, gdy chciał, abym słuchał uważnie, co mówi.

– Posłuchaj synu, twoja sytuacja jest bardzo delikatna – mama płacze.
– Tato- wpadam mu w słowo- darujmy sobie wszelkie wyjaśnienia, mam do ciebie zaufanie. Nie musisz mi tłumaczyć stanu mojego organizmu, bo sam to najlepiej czuję. Domyślam się też, że nie jest to ostatnie słowo postępującego paraliżu, ale też nie jest to ostatnie słowo medycyny…

Wypowiedziałem wszystko jednym tchem i aż nie mogę uwierzyć, że to powiedziałem. Chciałem podświadomie, aby tata w pewnym momencie zatrzymał mnie, żeby zaprzeczył szczególnie słowom o postępowości choroby, ale nie zrobił tego.
Muszę być odważny, muszę się trzymać.

Zamykam oczy i chcę zasnąć.
– Czekamy w kolejce na operację, którą przeprowadzą najlepsi specjaliści. Już za parę dni…
Nie pytam o szansę, na ile operacja ta przywróci mi sprawność.

Zasypiam.

Dodaj komentarz