"Życie to nie teatr…"

rozdział 14 – list

Mama zasnęła kamiennym snem przy moim łóżku. Nie mogę spać, za dużo snu podczas dnia. Rozglądam się po pokoju. Szkoda że nie mogę wstać i pochodzić trochę.
Nie mam nóg. To znaczy one mnie nie słuchają, żyją własnym życiem.

Biorę z szafki listy do mnie.
Pierwszy jest od Robina. Pisze, że za dwa tygodnie wyjeżdża do Londynu na wycieczkę z paczką przyjaciół.
Ciągle gdzieś jeździ, zwiedza Wyspy i Europę. Kiedy pierwszy raz nawiązałem z nim kontakt, zupełnie nie wiedział, co oznacza wyraz „Poland”. Pytał mnie naiwnie, czy to wyspa, czy ląd. Typowy Anglik. Potem nasza korespondencja rozwinęła się. Okazało się, że znam jego tatę, to znaczy czytałem jego prace na temat fizyki kwantowej zamieszczone w internecie. Robin nawet o nie wiedział, że ma takiego zdolnego tatę. Poprosił mnie o rozwiązanie zagadki i tak się zaczęła nasza przyjaźń na odległość.
Napisałem dla niego krótki list. Tata wyśle.

Drugi list napisała Karolina.
Waham się czy go przeczytać, czy też nie. To już kolejny list od niej, poprzednie wyrzucałem.
Właściwie nie chciałbym jej skrzywdzić. Nie wiem, czy moje milczenie jej nie krzywdzi. Boję się, że ona mnie już nigdy nie będzie kochała tak jak przedtem, że jej miłość teraz będzie bardziej powodowana litością.
Nie zniósłbym tego.
Może jednak otworzę ten list?
Nie, nie chcę, boję się.
Ale przecież jutro…
Może to ostatni kontakt z moją najdroższą?
Chyba przeczytam.

Otwieram.

Najdroższy mój.

Nie życzysz sobie mnie widzieć.
Podejrzewam też, że wyrzucasz moje listy i w ogóle ich nie czytasz, bo pewnie sobie myślisz… nie wiem co. Nawet nie wiesz, jak mnie tym krzywdzisz.
JESTEŚ i BĘDZIESZ moją miłością i nic tego nie zmieni.
Wiem wszystko. Jutro masz operację. Chcę być z Tobą, będę z Tobą w tych chwilach. Będę czekała na Ciebie- zawsze…
Kocham Cię nad życie.
Pamiętaj, że tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.
Wierzę w to bardzo, że Bóg nas nie opuści.
Jeśli nie tu, to tam będziemy razem…

Twoja na zawsze
Karolina

Czuję, że po raz pierwszy naprawdę płaczę…
Nie mogę myśleć…
Mięczak…
Nie, już nie mięczak…

Boże, mamo, tato, Justyno, babciu, dziadku, Karolino, przyjaciele moi kochani, jak ja was bardzo kocham…

Dodaj komentarz