Tylko praca…

Na rozdrożu jak w akcie I – jarmark.

Żyd.

Losy sprzedaję, losy!

Żołnierz.

Czwórkami, czwórkami, na prawo patrz!

Szlachcic.

Zdrada mości panowie, zdrada!

Chłopak na motorze.

Gdzie tu benzyny dostać, nie wiecie?

Szlachcianka.

Powybijane okna, powypalane pola…

Rozbójnik.

Wszyscy do mnie, ja pomogę!

Chór.

A którą drogą mamy iść, aby przypadkiem nie zabłądzić?

Oj dana, oj dana, żeby nie zabłądzić ojczyzno kochana!

Pasterka.

A co to za jarmark tutaj?

Żyd.

Losy sprzedaję, losy!

Pasterz.

Niczego sobie nie będą żałować.

Chłopak z motorem.

Gdzie tu benzyny dostać, nie wiecie?

Żołnierz.

Czwórkami, czwórkami, na prawo patrz!

Szlachcianka.

Powybijane okna, powypalane pola…

Szlachcic.

Zdrada mości panowie, zdrada!

Chór.

A którą drogą mamy iść, aby przypadkiem nie zabłądzić?

Oj dana, oj dana, żeby nie zabłądzić ojczyzno kochana!

Rozbójnik.

Wszyscy do mnie, ja pomogę!

Pasterz.

Sobie niczego nie będą żałować.

Szlachcic.

Zdrada mości panowie, zdrada!

Pasterka.

A co to za jarmark tutaj?

Profesor.

Siła wybuchu bomby jądrowej zależy od jąder.

Żyd.

Losy sprzedaję, losy!

Chłopak z motorem.

Gdzie tu benzyny dostać, nie wiecie?

Rozbójnik.

Do mnie wszyscy, ja pomogę!

Ojciec.

Nigdy nie mówię nikomu o sobie.

Chór.

A którą drogą mamy iść, aby przypadkiem nie zabłądzić?

Oj dana, oj dana, żeby nie zabłądzić ojczyzno kochana!

Żołnierz.

Czwórkami, czwórkami, na prawo patrz!

Kamil.

Jeśli chcesz, to jutro się z tobą ożenię?

Szlachcianka.

Powybijane okna, powypalane pola…

Chłopak z motorem.

Gdzie tu benzyny dostać, nie wiecie?

Rozbójnik.

Do mnie wszyscy, ja pomogę!

Pasterka.

A co tutaj za jarmark?

Szlachcic.

Zdrada mości panowie, zdrada!

Żyd.

Losy sprzedaję, losy!

Chór.

A którą drogą mamy iść, aby przypadkiem nie zabłądzić?

Oj dana, oj dana, żeby nie zabłądzić ojczyzno kochana!

Ojciec.

Nigdy nie mówię nikomu o sobie.

Szlachcianka.

Powybijane okna, powypalane pola…

Pasterz.

Niczego sobie nie będą żałować.

Agata.

To może ja wyjdę do pokoju?

Żołnierz.

Czwórkami, czwórkami, na prawo patrz!

Chłopiec z motorem.

Gdzie tu wody można dostać, nie wiecie?

Cisza.

Chłopak z motorem.

Gdzie tu wody dostać, nie wiecie ?

Agata.

Wody, nie benzyny ?

Szlachcic.

A coś ty za jeden bratku?

Żołnierz.

Odpowiadaj jak starszy pyta, bo zdzielę!

Ojciec.

Zabrać mu motocykl!

Rozbójnik.

Jemu nie pomogę, sam zabiorę.

Chłopak z motorem.

Miałem zapytać o benzynę…

Kamil.

Prowokator!

Szlachcic.

A skąd to kawalerze?

Chłopak z motorem.

A stamtąd.

Szlachcic.

A dokąd to kawalerze?

Chłopak.

Tam.

Szlachcic.

Zdrada mości panowie, zdrada!

Chór.

Raz jeden zdradził, lekko przesadził,

na pal go wbili, oczy wyłupili.

Oj dana, dana, potem podpalili.

Chłopak z motorem.

Co wy chcecie ze mną zrobić?

Ojciec.

Nigdy nie mówię nikomu o sobie.

Wiążą chłopakowi ręce.

Agata.

Zostawcie go, co on wam zrobił?

Rozbójnik.

Mi właściwie nic.

Kamil.

Przywiązać go do słupa!

Żołnierz.

Jak rozkaz, to rozkaz.

Szlachcic.

Zdrada nie ujdzie płazem ani rękojeścią!

Pasterz.

Niczego sobie nie będą żałować.

Chór.

Raz jeden zdradził, lekko przesadził,

na pal go wbili, oczy wyłupili

Oj dana, dana, potem podpalili!

Agata.

Ależ on jest niewinny.

Pasterka.

Tak, on nic nie zrobił.

Chłopak z motorem.

Ja nic nie zrobiłem!

Agata.

Rozwiązać go!

Ojciec.

Wynoś się smarkulo!

Kamil.

Idź stąd, nie przeszkadzaj!

Chłopak z motorem.

Ja nic nie zrobiłem!

Agata.

Rozwiązać go…

Próbuje tego dokonać.

Rozbójnik. J

a go rozwiążę.

Szlachcic.

Zdrada mości panowie, zdrada!

Kamil.

Przywiązać go z powrotem!

Żołnierz.

Dziewczyna mówi, że…

Szlachcic.

Kłamie, ona też zdradziła!

Ojciec.

Przywiązać ją razem z nim.

Agata.

Ja nic nie zrobiłam!

Pasterka.

Chciała pomóc złoczyńcy…

Szlachcianka.

Powybijane okna, powypalane pola.

Chór.

Raz jeden zdradził, lekko przesadził,

na pal go wbili, oczy wyłupili

Oj dana, dana, potem podpalili.

Pasterka.

Co z nim, czy winni?

Kamil.

Zapytać profesora!

Profesor.

Siła wybuchu bomby jądrowej zależy od jąder.

Szlachcic.

Niech każdy się wypowie.

Chłopak z motorem.

Ja nic nie zrobiłem.

Rozbójnik.

Do mnie wszyscy, ja pomogę!

Pasterz.

Niczego sobie nie będą żałować.

Ojciec.

Nigdy nie mówię nikomu o sobie.

Żyd.

Losy sprzedaję, losy!

Kamil.

Jeśli chcesz, to jutro się z tobą ożenię.

Agata.

Sprzedałeś się już swojemu ojcu, kłamca!

Pasterka.

Co to za jarmark tutaj?

Szlachcianka.

Powybijane okna, powypalane pola…

Chór.

Raz jeden zdradził, lekko przesadził, na pal go wbili, oczy wyłupili.

Oj dana, dana, potem podpalili!

Chłopak z motorem.

Ludzie tam jacyś idą!

Agata.

Gdzie?

Chłopak z motorem.

Tam. Ludzie, tutaj, ratunku!

Agata.

Halo! Idą tutaj.

Wchodzi procesja.

Biskup.

Żałujcie za grzechy, padnijcie na kolana…

Procesja.

Wysłuchaj Panie modlitwy naszej!

Biskup.

A czymże to zawiniliście?

Pozostali wstają z kolan.

Biskup zwraca się do Chłopca i Agaty.

Chłopak z motorem.

Ja nic nie zrobiłem!

Biskup.

Okaż skruchę synu.

Pierwszy z procesji.

Skazałeś się na potępienie.

Drugi.

Przeszkodziłeś w szukaniu prawdy.

Trzeci.

Naznaczyłeś się piętnem grzechu.

Biskup.

A ty córko?

Agata.

Ja chciałam mu pomóc.

Czwarty z procesji.

Skazałaś się na potępienie.

Piąty.

Przeszkodziłaś w szukaniu prawdy.

Szósty.

Naznaczyłaś się piętnem grzechu.

Biskup.

A cóż wy tu ludzie robicie na rozstajach?

Pasterka.

Jarmark sobie urządzili.

Szlachcic.

A skąd to Bóg prowadzi?

Biskup.

Z daleka, z daleka, odprowadzaliśmy grzesznika na cmentarz.

Kamil.

To on jednak zmarł?

Biskup.

Znałeś ty go synu?

Kamil.

Tak, znałem, to znaczy niezbyt.

Ojciec.

A skąd ty go znałeś synu?

Biskup.

Był grzesznikiem wielkim.

Ojciec.

Z kim ty się zadajesz?

Kamil.

Ale jak to możliwe, przecież on nic nie zrobił?

Biskup.

Nie ja go będę sądził, ale był grzeszny.

Kamil.

A skąd ta pewność?

Biskup.

Któż z nas jest bez winy?

Ojciec.

No właśnie, ta pannica to najlepiej wie.

Procesja.

Będziemy jeszcze na co potrzebni?

Biskup.

Wracajcie do domów.

Procesja.

Ale my nie znamy drogi.

Biskup.

Tam, skąd przyszliście.

Procesja.

To my poczekamy.

Rozbójnik.

I do czego to doszło?

Szlachcic.

Wszędzie zdrada, na każdym kroku.

Szlachcianka.

Powybijane okna, powypalane pola.

Profesor.

Świat idzie ku ruinie.

Biskup.

Nie znasz dnia ani godziny.

Chłopak z motorem.

Mnie już niedługo.

Agata.

Pić. Ma kto może wodę?

Pasterka.

Nie ma tu żadnej wody.

Biskup.

Może z góry spadnie.

Kamil.

Ale gdzie jest dzbanek?

Ojciec.

Jaki dzbanek?

Kamil.

Był tu dzbanek, a na nim stworzenie…

Biskup.

Ktoś zabrał widocznie.

Szlachcic.

Może kto z procesji wziął?

Pasterz.

Może kto z obecnych?

Rozbójnik.

Przeszukaliśmy, nie ma.

Żołnierz.

Wszystko sprawdzone, nie ma.

Kamil.

Rów, tutaj musi być rów!

Profesor.

Tam coś jest.

Kamil.

Jest, jest!

Szlachcianka.

Woda!

Agata.

Gdzie?

Kamil.

Jest rów, ale bez wody.

Szlachcic.

Zdrada mości panowie, zdrada.

Ojciec.

A co to za rów?

Kamil. Trudno to wytłumaczyć.

Pasterz.

Niczego sobie nie będą żałować.

Biskup.

No to na nas już czas, zabieramy tych grzeszników.

Agata.

Ja nigdzie nie pójdę!

Kamil.

Ja cię kocham! Teraz jestem pewny.

Agata.

Dużo mam z tej miłości.

Kamil.

Niech ksiądz da nam ślub!

Chłopak z motorem.

A ja, kto mnie zechce?

Pasterka.

Ja bym cię chciała, ale czy ty mnie?

Kamil uwalnia ich z więzów i trzyma Agatę za rękę.

Ojciec.

Nie pozwalam, nie pozwalam!

Kamil.

Dosyć mam twoich rad!

Ojciec.

Będziesz tego żałował do końca życia. Świat wytknie cię palcem.

Kamil.

Kogo ty nazywasz światem?! Tych co siedzą i rdzewieją im kości

czy tych, którzy bezmyślnie szukają starości?!

Biskup.

Nie rób nic pochopnie, bo możesz żałować całe życie.

Ojciec.

Ludzie ci tego nie wybaczą!

Kamil.

To zobacz ten świat! Ej, wy wszyscy, przestańcie stać i gapić się na nas, idźcie do swojej roboty!

Po chwili.

Żyd.

Losy sprzedaję, losy!

Żołnierz.

Czwórkami, czwórkami, na prawo patrz!

Procesja.

Modlitwy naszej wysłuchaj Panie.

Szlachcianka.

Powybijane okna, powypalane pola.

Rozbójnik.

Do mnie wszyscy, ja pomogę.

Chór.

A którą drogą mamy iść, aby przypadkiem nie zabłądzić?

Oj dana, oj dana, żeby nie zabłądzić ojczyzno kochana!

Pasterka.

A co to za jarmark tutaj?

Ojciec.

Nigdy nie mówię nikomu o sobie.

Żyd.

Losy sprzedaję, losy!

Procesja.

Modlitwy naszej wysłuchaj Panie.

Biskup.

Zlituj się nad niewiernymi.

Szlachcianka.

Powybijana okna, powypalane pola…

Szlachcic.

Zdrada mości panowie, zdrada!

Rozbójnik.

Do mnie wszyscy, ja pomogę!

Kamil.

Daj nam ślub!

Wszyscy milkną.

Biskup.

Uklęknijcie. Czy przyrzekacie się kochać na wieki?

Kamil.

Tak.

Agata.

Tak.

Ojciec.

Ten ślub jest nieważny, niezgodny z procedurą!

Biskup.

Związek przed ludźmi uważam za zawarty!

(wskazuje na Ojca- Żołnierz podchodzi do niego, aby go zabrać)

Żołnierz.

Rozkaz to rozkaz!

Ojciec.

Precz!

Rozbójnik.

Do mnie wszyscy, ja pomogę!

Biskup.

Na nas czas. Ciebie chłopcze pobłogosławię innym razem.

Chłopak z motorem.

Dziękuję.

Biskup.

A ty chodź z nami.

Ojciec.

Czas wracać, razem będzie się lepiej szło.

Odchodzą. Tylko młoda para pozostaje w uścisku.

Chór.

A którą drogą mamy iść, aby przypadkiem nie zabłądzić?

Oj dana, dana, żeby nie zabłądzić ojczyzno kochana!
Procesja.

Modlitwy naszej wysłuchaj Panie.
Żołnierz.

Czwórkami, czwórkami, na prawo patrz!

Szlachcianka.

Powybijane okna, powypalane pola…

Chłopak z motorem.

A ja, kto mnie zechce?

Pasterka.

Ja bym cię chciała, ale czy ty mnie?

Po chwili zapada światło i obie grupy rozchodzą się we dwie strony.

Procesja, chór i ojciec z biskupem udają się tą zarośniętą drogą, pozostali utartą i starą. Po chwili światła rozbłysną i wśród letniego słońca i odgłosów przyrody Kamil i Agatę. Budzą się.

Kamil.

Jakie piękne dzisiaj słońce.

Agata.

Miło tak się zdrzemnąć na łące.

Kamil.

To zabawne, ale miałem dziwny sen…

Agata.

To nie był sen, ja jestem twoją żoną.

Kamil.

Nie o tym mówię. Śniło mi się, że jesteśmy konikami polnymi i skaczemy po łące.

Agata.

Wiesz, z chęcią bym poskakała.

Kamil.

Być konikiem polnym to chyba sama radość.

Agata.

Myślisz, że mają takie problemy jak my?

Kamil.

Możliwe, ale tego nie pokazują, tylko my to potrafimy.

Agata.

Co w takim razie postanawiasz mężu?

Kamil.

Chciałbym być konikiem polnym.

Agata.

A ja panią konikową.

Kamil.

T to goń mnie!

Biegają po scenie, skaczą, bawią się, potem znikają.

Koniec.

Dodaj komentarz