"Życie to nie teatr…"

Wśród grona pedagogicznego polskiej szkoły pojawiają się coraz częściej nauczyciele nauczający kilku przedmiotów. Są wśród nich pedagodzy z dużym doświadczeniem w pracy z dziećmi i młodzieżą, którzy chcąc awansować na nauczycieli dyplomowanych, musieli ukończyć dodatkowo studia podyplomowe. Z tego powodu posiedli uprawnienia do uczenia drugiego lub kolejnego przedmiotu. Czy praca tego typu nauczyciela, którego nazwę mianem „multimagister” (ładniej brzmi niż np. wieloprzedmiotowiec), jest wartościowa i czy jest wybawieniem lub zagrożeniem dla systemu edukacji w Polsce? Prześledźmy dwa znane mi przypadki pracy nauczycieli, aby potem wyciągnąć jakieś wnioski.

Pierwszym przykładem multimagistra będzie tutaj praca pani Anny Kowalskiej, nauczycielki szkoły podstawowej. Ma za sobą dwadzieścia pięć lat pracy jako polonistka, od trzech lat uczy także historii, od dwóch przedmiotu nadobowiązkowego wychowania do życia w rodzinie, a dla jednej z klas piątych jest również wychowawczynią. Ze swoją klasą spędza tygodniowo: 5 godzin języka polskiego, 2 godziny historii, 1 godzinę wychowania do życia w rodzinie i 1 godzinę lekcji wychowawczej, łącznie pani Kowalska widuje swoich piątoklasistów przez 9 godzin w tygodniu.

Lekcja języka polskiego u pani Anny to sprawdziany ortograficzne, ćwiczenia gramatyczne raz w tygodniu, czytanki i ćwiczenia podręcznikowe. Zapowiedziała dzieciom także omawianie lektur w liczbie piętnastu, ale przez siedem miesięcy roku szkolnego zdążyła „przerobić” dwie. Na lekcjach historii pani Kowalska wskazuje dzieciom numery stron, podaje daty, które dzieci mają omówić w notatce i odszukać w podręczniku, a następnie oddaje się czytaniu internetu lub rozmawia na gadu-gadu ze znajomymi.

Zajęcia wychowawcze przygotowujące do życia w rodzinie to z reguły oglądanie filmów pożyczonych z biblioteki szkolnej, a godzina lekcji z wychowawcą to uzupełnianie dziennika.

Pani Anna ma wrażenie, iż zna dzieci bardzo dobrze, na wylot. Oceniając pracę na języku polskim i zaangażowanie dzieci, stawia im takie same oceny z historii, zupełnie ignorując fakt, iż dzieci uczą się samodzielnie materiału. Wydaje się, iż z historii dzieci powinny otrzymywać od nauczycielki oceny wyższe, a oceną wyjściową powinna być piątka. Zdarzają się nauczyciele, którzy niczego nie uczą i taka jest pani Kowalska, ale aby dzieci nie demoralizować wysokimi ocenami, woli bezpieczną czwórkę i ogłoszenie klasowe: „Kto chce piątkę, ten musi zdać to i tamto”. Często podczas zdawania wiedzę lub błędy ucznia pani klasyfikuje negatywnie, oceniając styl, a nie wiedzę, ponieważ akurat z historii pani Ania wie mniej od zdających. Sprawnie nie daje tego po sobie poznać.

Szczytem hipokryzji pani Kowalskiej i niestety podłością jest oświadczenie na zebraniu rodziców swojej klasy: „Cóż, klasa generalnie należy do słabych.” Prawda jest jednak inna, może i dzieci nie są największymi umysłami w tej szkole, ale pracują więcej niż ich rówieśnicy w klasach uczonych solidnie przez solidnego fachowca od historii. Pani Kowalska jest polonistką rzemieślnikiem i co do nauczania tego przedmiotu, ma jakiekolwiek rozeznanie, mgliste, lecz ma. Jednak w przypadku pozostałych przedmiotów jej inwencja i zaniechanie działania, skupienie się na postawionym w pracowni komputerze i gadu-gadu, to kpina.

Lekcje historii pani Kowalskiej, historyka podyplomowego, czyli w tym przypadku żadnego, w klasach pozostałych to trochę większy wysiłek. W równorzędnej klasie piątej, w której ma tylko dwie godziny historii, jest skłonna stawiać dzieciom lepsze oceny, ponieważ nie zna ich z lekcji języka polskiego.

Mimo wieloletniej pracy nauczyciela nie wypracowała sobie systemu oceniania. Ignoruje fakt, iż w jej klasie jest grupa uczniów zdolnych. Jedną z nich jest na przykład Małgosia, uczennica sumienna i bardzo pracowita. Miała same piątki i czwórki u pani, ale okazało się, że dziewczynka robi błędy ortograficzne, więc na piątkę nie zasługuje. Podczas wystawiania ocen pani stwierdziła, że daje Małgosi czwórkę, chociaż z powodu ortografii powinna jej wystawić czwórkę minus. A zatem ustalmy: dziewczynka rewelacyjnie czyta, rewelacyjnie recytuje, jest zawsze aktywna i współpracuje z panią na zajęciach, przeczytała nie dwie ale piętnaście lektur, jest wzorem pracowitości, ale w sprawdzianach z ortografii zrobiła trzy błędy. Pani Kowalska mogła sprawdzić prace domowe, zeszyt tej uczennicy, aby przekonać się, czy może dziecko pracuje w domu nad ortografią, ale nie ma na to czasu. Zeszytu uczennicy pani Kowalska nie widziała na oczy.

Niestety, w pracy wychowawczej pani Kowalska jest nauczycielem nagannym. Mimo iż w dzienniku jest zeszyt uwag, pani zupełnie to ignoruje. Konkretnego dnia kilku chłopców zrobiło sobie pośmiewisko z pani od religii, przeszkadzali rzucając papierki, przeklinając, wyłączając światło w klasie itd. Pani w końcu nie wytrzymała ciśnienia, złapała jednego z awanturników za ramię, aby zaprowadzić go do dyrektora. Ten wyrwał się i popędził do domu bez tornistra i kurtki, a była mroźna zima. Matka owego ucznia wtargnęła do pokoju nauczycielskiego z awanturą i wygrażaniem pani katechetce. Z kolei pani Kowalska, wychowawczyni podczas lekcji wychowawczej prowadziła odrębne nieoficjalne śledztwo w tej sprawie. Wypytywała o katechetkę i jej zachowanie. Nie zauważyła, iż sama jest winna zaistniałej sytuacji, ponieważ nie zareagowała wcześniej na uwagi i skargi katechetki umieszczone w zeszycie uwag. W ogóle nie interesowała się klasą do tej pory, a praca wychowawcza to dla niej abstrakcja.

Pani Anna Kowalska rzeczywiście istnieje, pracuje w polskiej szkole i ma się bardzo dobrze. Miano multimagistra do niej jednak nie pasuje, podobnie miano nauczyciela dyplomowanego, którym jest.

To był przykład negatywny ze wszech miar. Zdemoralizowany, ogorzały w swojej pracy nauczyciel nie poddaje się żadnym reformom, bo i reforma nie zniesie lenistwa i tumiwisizmu tego typu osób. Może gdyby dyrektor placówki rozdzielił zajęcia pani Kowalskiej, nie pozwolił jej uczyć i przebywać tylu godzin z jedną grupą dzieci, może wtedy jej praca byłaby o wiele wartościowsza? Nie od rzeczy byłoby także wyłączenie internetu w gabinetach lekcyjnych poza pracownią komputerową.

Drugim przykładem multimagistra jest pani Barbara Nowak, nauczycielka fizyki w zespole szkół ponadgimnazjalnych. Jest to nauczyciel mianowany nauczający fizyki, w ilości ośmiu godzin etatu, technologii informacyjnej oraz pracowni ekonomicznej- pozostałe godziny. Będąc na trzecim roku fizyki pani Barbara rozpoczęła studia ekonomiczne i ma dwa dyplomy uczelniane wystawione przez wydział fizyki i przez wydział ekonomiczny uniwersytetu. Aż dziwne, że pani Barbara nie szuka pracy poza oświatą, wszak mogłaby zarabiać więcej w przemyśle lub prywatnej przedsiębiorczości.

Technologia informacyjna to przedmiot zajmujący się nauczaniem podstaw obsługi komputera. Z kolei pracownia ekonomiczna to zajęcia z klasą o profilu ekonomicznym. Dotyczą kursu obsługi podstawowego oprogramowania stosowanego w polskich przedsiębiorstwach, uczą księgowania, obsługi sklepu, magazynu, prowadzenia elektronicznej księgowości firmy.

Jako że pani Nowak jest człowiekiem o umyśle ścisłym, ma przygotowane materiały na każdy dzień pracy. Najważniejsze w jej pracy są dwa komplety rozkładów materiałów i dwa dyski CD z ćwiczeniami na zajęcia w pracowni komputerowej. Rozkłady materiałów to szczegółowy zapis, jak i kiedy, co należy zapisać na tablicy, jakie zadania należy zapisać i przećwiczyć na tablicy podczas zajęć z fizyki, jakie testy i doświadczenia przeprowadzić na jakich zajęciach, jakie i ile zadań zadać uczniom do domu, które prace i zadania mają wykonać uczniowie zdolniejsi.

Podobnie na płytach CD pani Barbara ma zapisany program nauczania, podręczniki i ćwiczenia do zajęć w pracowni komputerowej. Swoim uczniom nie pozostawia ani chwili na bezmyślne serfowanie w sieci, chyba że ktoś już rozwiązał lub napisał wszystkie zadania. Rzadko się jednak zdarza, aby ktoś zdążył, dla tych są kolejne zadania i ćwiczenia. Pani Barbara z kolei nigdy nie siedzi za biurkiem, zawsze stoi za plecami uczniów i kontroluje sposób wykonywania zadań, pomaga, podpowiada, zawsze cierpliwa i życzliwa.

Pani Nowak nigdy nie chciała podjąć się pracy wychowawczej. Bała się, że nie miałaby o czym rozmawiać przez czterdzieści pięć minut z młodzieżą. Tego nie da się zaplanować, nie można też przewidzieć pytań, jakie mogliby jej zadać. Z tego powodu skromnie, ale też z obawą odmawiała.

Uczniowie pani Barbary Nowak boją się jej, wymagań i stresu związanego z rozwiązywaniem kolejnych zadań. „To pozytywistka, tylko praca i praca, jakby nie było następnego dnia, kiedy można byłoby dokończyć zadanie”- mawiają. Nigdy nie odzywa się do uczniów ponad to, co jest określone w planie lekcji, rozkładzie materiałów, tak jakby nie miała nic więcej do powiedzenia, niczego nie komentuje, nie daje się wciągnąć w rozmowy o niczym, tylko praca, tylko nauka. Taki styl myślenia narzuca swoim uczniom i na każde próby nawiązywania przez uczniów kontaktu z nią odpowiada pytaniem: „Czy to dotyczy zadania?” lub „Której fazy zadania dotyczy to pytanie?”

Dwa przykłady multimagistrów nie dają obrazu całego zjawiska. Prawdą jest, iż każdy nauczyciel to odrębnym charakter, inny człowiek o specyficznym zachowaniu i kulturze osobistej. Cechą osobową pożądaną w pracy nauczyciela przedmiotowca jest wewnętrzny porządek i jasne określanie celów działania. Jeśli rozumie cele stawiane przez nauczany przedmiot, przenosi je na jednostki lekcyjne i poszczególne etapy kształcenia, zadania wykonywane na i poza lekcjami. Ważną sprawą są także odpowiedzialność, sumienność i uczciwość zawodowa.

Nauczyciel jak nikt inny powinien mieć świadomość, iż oto przed nim siedzi trybunał sędziów, jury, które dzisiaj posłusznie wykonuje jego polecenia, jutro zaś wystawi nauczycielowi rachunek za jego pracę. W przypadku pani Kowalskiej nie będzie to ocena pozytywna. Trzeba mieć nadzieję na to, że jej uczniowie trafią kiedyś na panią Nowak. Od niej nauczą się więcej. Jednak czy zdążą? Problem polskiej reformy i polskiej szkoły polega też na tym, że współczesny świat nie potrafi walczyć ze stereotypami wyniesionymi z epok minionych.

Multimagister to nie jest zjawisko nowe dzisiaj (luty 2007). Na tak wielką skalę pojawia się dopiero wraz z reformą i wymaganiami awansu zawodowego nauczycieli. Wielu pedagogów ukończyło studia podyplomowe, co tworzy nowe jakości nauczania, ale też niesie ze sobą wiele zagrożeń. Z jednej strony to wspaniała rzecz móc wiedzę, nauczanie jednego przedmiotu popierać wiedzą z drugiego i dokonywać swoistej korelacji i syntezy wiedzy uczniów. Z drugiej strony nauczycielowi może zlewać się wiedza z przedmiotów pokrewnych i przez to staje się on mało obiektywny, twórczy i zaangażowany. Na przykład podczas odpowiedzi z historii o starożytnej Grecji uczeń streszcza mity poznane na języku polskim. Jeśli oba przedmioty ma z tym samym nauczycielem, może dostać ocenę wyższą albo za tę samą wiedzę może być oceniony na dwóch różnych lekcjach.

Nie można zapominać, że odpowiedzialnością za rozłożenie zajęć i przydział czynności jest dyrektor szkoły. Znając bliżej swoich podwładnych, których wcześniej jako nauczyciel w większości obserwował podczas pracy z dziećmi i młodzieżą, powinien rozważać możliwość przydzielenia pani Kowalskiej do nauczania konkretnej klasy czy też zastąpienia ją panią Nowak. Do takiej sytuacji negatywnej, jaką niesie ze sobą przykład pani Kowalskiej, nie powinno dojść i winę za patologię ponosi również dyrektor. Oczywiście że ów dyrektor nie nakazał jej obniżenia poziomu nauczania w klasie piątej, nie zwolnił jej z obowiązków pracy, które ona ignoruje. Niemniej jednak błędy nauczyciela są również błędami dyrektora i odpowiedzialność w tym przypadku rozkłada się, a może nawet jest większa po stronie dyrektora. Do jego zadań bowiem należy nadzorować, kierować, pilnować, dbać o poziom nauczania etc.

Felieton z 2007 roku.

Dodaj komentarz