"Życie to nie teatr…"

Na egzaminie z literatury współczesnej profesor zagadnął mnie o tak zwaną szkołę galicyjską w literaturze polskiej XX wieku. Był to jeden z najważniejszych egzaminów na studiach i choć przygotowałem się do niego na 100%, to w pierwszym momencie zbił mnie z tropu. Oczywiście wiedziałem, każdy student na roku wiedział, że profesor jest z Galicji a nie np. z ziem odzyskanych, zatem poetów i pisarzy urodzonych na terytorium południowo-wschodniej Polski darzyliśmy niezwykłą atencją. W podobny sposób każdy nauczyciel odciska piętno na duszy swego ucznia. Najtrwalej jednak uczniowie pamiętają ocenianie ich pracy.

Znaki drogowe i kody werbalne

Gdyby pozostawić człowiekowi wolność, nie ingerować w wychowanie, nie socjalizować młodego pokolenia, zlikwidować szkoły, to… Ludzie w krótkim czasie wymordowaliby się, bo nie ma wolności bez prawa, prawo to nauka, nauka to szkoła. Spełnia też ta instytucja rolę powiedzmy ogólnie obyczajową, w sensie poznawania innych ludzi, porównywania siebie i swoich potrzeb do potrzeb rówieśników. Przebywanie w grupie rówieśniczej ma ogromny wpływ na kształtowanie się osobowości młodego człowieka.

Szkoła wprowadziła system ocen, aby uczniów klasyfikować według ich zaangażowania w pracy. Niestety, z ocenianiem wiąże się najwięcej wątpliwości. To także dramat życiowy nauczycieli humanistów. W przedmiotach ścisłych jest wszystko jasne- poza czasowymi nastrojami ludzkimi – gorzej w przedmiotach humanistycznych. Sytuację pogarsza różnica w wymaganiach i ocenianiu pomiędzy szkołami, ba, nawet w obrębie jednego pokoju nauczycielskiego spotyka się poważne rozbieżności co do ocen.

Generalnie należy dążyć od najmłodszych lat edukacji dziecka do stanu, w którym uczniowi będzie zależało na ocenach najlepszych. Aby sytuacja była czytelna, skala ocen powinna być przejrzysta i wyznaczana obligatoryjnie przez system oświaty i egzekwowana z całą starannością pod groźbą odpowiedzialności cywilnej w całym kraju.

W myśl reformy szkoła bierze całkowitą odpowiedzialność za wyniki nauczania konkretnego ucznia czy grupy. Ocenianie odgrywa ważną rolę w procesie dydaktycznym, często stanowi punkt odniesienia, wobec którego uczniowie próbują ustalić pewne kryteria doboru wiedzy i środków jej przekazu. Słowem poprzez ocenianie nauczyciel wyraża swoją postawę wobec obowiązków szkolnych ucznia i swoich własnych.

Ocena to wyraz zainteresowania nauczyciela postępami szkolnymi ucznia i powinna być zawsze sprawiedliwa i adekwatna do ciężaru i wkładu pracy. Niestety, ocena także świadczy o nauczycielu i często może być odzwierciedleniem jego niekompetencji pedagogicznych. Jeśli bowiem w klasie liczącej 30 osób z języka polskiego oceny niedostateczne otrzymało troje, pięcioro uczniów, to oznacza, iż porzucili naukę na rzecz innych zajęć i swoją karierę edukacyjną ukończą dość szybko. Natomiast gdy tych ocen niedostatecznych jest 90%, to znaczy, iż nauczyciel przyjął złą strategię i to być może z jego powodu dzieją się rzeczy złe.

REKLAMA

Jako wychowawca często obserwowałem słupki ocen niedostatecznych z przedmiotów ścisłych w dzienniku mojej klasy. Na pytania o przyczyny niepowodzeń na sprawdzianach, otrzymywałem odpowiedzi różne, ale w większości uczniowie przyznawali, że nie rozumieją partii materiału z chemii czy matematyki. Rozpoczynaliśmy wtedy obowiązkowe zajęcia pozalekcyjne dokształcające na poziomie klasy. Zmartwieni byli uczniowie, ja i oczywiście rodzice. Na jedną z wywiadówek zaprosiłem koleżankę, która powiedziała do rodziców bardzo ważne zdanie: „Proszę państwa, cóż, nie wszyscy w wieku waszych dzieci rozumieją meandry algebry czy chemii, oceny niedostateczne potwierdzają to. Są ludzie, którzy łapią w lot te sprawy, są tacy, którzy nigdy w życiu tego nie zrozumieją”. To rodziców uspokoiło na tyle, że przestali mieć pretensje do nauczyciela i szkoły. Gdyby jednak nie tłumaczył tego matematyk, eskalacja napięcia trwałaby aż do wybuchu buntu.

Oceniając, zawsze widzimy ucznia i jego problemy z konkretną dziedziną wiedzy. Dobry nauczyciel rozważa wszelkie za i przeciw, dążąc do tego, aby pozytywnymi ocenami zachęcać ucznia do pracy nad sobą. Uczeń niedostateczny nie sięga po zeszyt i nie odrabia zadań, ponieważ z założenia wie, że i tak dostanie „pałę”. Ponadto z reguły są to uczniowie z problemami zapóźnienia w realizacji materiału i na książki patrzą niechętnie, gdyż jest to ich „przypominacz porażek”. Z tego powodu lepiej częściej pytać z mniejszego zakresu materiału, nie czekać na partie większe, bo uczeń gubi się i potem nie radzi sobie.

Są nauczyciele lubujący się w ocenianiu, są także tacy, których do odpytywania, sprawdzianów trudno namówić. Niektórzy oddają prace w terminie dwóch tygodni, inni niewielkie sprawdziany po dwóch miesiącach. Jedni żądają od ucznia, aby zapisane w sprawdzianie definicje i myśli były w 100% tożsame z podręcznikowymi, dla innych nauczycieli ważniejsze jest samodzielne myślenie ucznia. Z kolei są nauczyciele odpytujący ucznia na środku klasy do momentu, aż nie potknie się i za to stawiają „pałę”, ale są też tacy, dla których najważniejsze jest, czy uczeń na środku rozumie sedno sprawy – styl wypowiedzi nie rzutuje na ich ocenach.

Poważną wadą, chorobą polskiej szkoły jest ów relatywizm nauczycielskich ocen. Oczywiście istnieją wymagania programowe, kryteria ocen wywieszane w gabinetach i informacje, za co można dostać jaką oceną. Informowani są także inni nauczyciele, wychowawcy i rodzice. W młodszych klasach nawet uczniom wkleja się do zeszytów przedmiotowych kryteria, a jednak. W prawie ruchu drogowego widnieje szereg znaków drogowych o jednoznacznych cechach. Powszechnie znane znaki nie mają żadnych innych symbolicznych, ukrytych wartości. Niestety, tej cechy nie posiadają oceny szkolne. Dodatkowo po wiekowych niemalże tradycjach z pięciostopniową skalą do szkół wprowadzono sześciostopniową skalę ocen. Czasem uczniowie śmieją się, że aby dostać „dopalacza” (dopuszczający) wystarczy wstać i głośno przypomnieć temat ostatniej lekcji zapisany w zeszycie, fraszka. Skąd więc tyle „pał” w dziennikach szkolnych?

Różne skale, różna temperatura otoczenia

Środowisko szkolne doskonale rozróżnia ocenę dopuszczającą od niedostatecznej, podobnie bardzo dobrą od celującej. Im wyżej jednak w skali ocen, tym problemy interpretacyjne rosną. W sześciostopniowej skali ocen trudno wycenić wypowiedź ustną ucznia, będącą na pograniczu ocen 3-4 i 4-5. Nauczyciel z wieloletnim stażem ma z tym problemy, ale jego autorytet zamyka niechętnym usta. W każdej chwili jednak niezależnie od wieku uczniów, nauczyciel jest obserwowany przez kilkudziesięciu „sprawiedliwych sędziów” szczególnie wrażliwych na punkcie ocen ustnych. Gorzej jeśli nauczyciel jest młodszy od ucznia, oczywiście doświadczeniem oceniania. Uczeń w szkole średniej ma za sobą dziesięć lat doświadczeń z wieloma charakterami ocen i pedagogów, młody nauczyciel dopiero wyrabia swoją prywatną skalę ocen.

Ścieranie się opinii środowiska szkolnego na temat ocen lub ich braku może prowadzić do sytuacji konfliktowych. Młodzież mojej klasy przybiegła onegdaj do mnie ze skargą na panią profesor, która ich zdaniem wystawiła niesprawiedliwe oceny końcowe. W zasadzie uczniowie żądali piątek za zaległe sprawdziany, zapomniane, obiecywane, ale nie wykonane zadania. Ważną rzeczą jest zatem dotrzymywanie obietnic, dawanie szans.

Jaka jest różnica pomiędzy uczniem jednego matematyka mającego dwie oceny na okres a drugiego mającego dziesięć ocen w tym samym czasie? Ten drugi miał osiem szans więcej wykazania swojej wiedzy, miał możliwość dania z siebie wszystkiego co najlepsze a pierwszemu z nich te szanse odebrano.

Wkład pracy nauczyciela często może nie przekładać się na oceny końcowe pracy uczniów. Miałem klasę, dla której robiłem wszystko, dwoiłem się i troiłem znajdując czas, aby sprawdzać ich wypracowania i pisać recenzje. Mieli o te osiem szans więcej niż rówieśnicy. Byłem z nich dumny, z siebie też, robiłem naprawdę tytaniczną pracę. Niestety, na egzaminie maturalnym dali się ponieść emocjom i zapomnieli wszystkiego, postawili na bezmyślne streszczanie lektur szkolnych, podejrzewam nawet, iż część bezmyślnie ściągała. To moja największa porażka.

System oceniania w polskiej szkole wymaga reformy. Szczególnie szkoła średnia, gdzie kontakt rodziców ze szkołą jest niewielki, normy powinny przybrać dość czytelny wymiar. Uczniowi należy się wyjaśnienie już na początku roku, że czekają go na przykład poważne trzy wypracowania klasowe z języka polskiego, dwa z języków obcych, trzy sprawdziany wiedzy z matematyki itp., może być więcej ale nie mniej. Powinniśmy zatem dążyć do szkoły nauczającej blokami przedmiotowymi, partiami, po których wszystkie strony procesu dydaktycznego mogą spodziewać się jakichś konkretnych efektów. Wprowadziłoby to swego rodzaju porządek na drodze szkolnej kariery uczniów i zmniejszyło stres.

Oczekiwania co do szkoły i postawa rodziców przez lata zmieniła się ze statycznej w dynamiczną, z zapominania o szkole w roszczeniową. Osiągnięciami szkolnymi dzieci interesują się zwykle rodzice uczniów dobrych, co do których nie ma żadnych zastrzeżeń, pozostali odwiedzają szkołę jedynie na wezwanie, nawet nie wiedząc często, do jakiej klasy chodzi dziecko. Z kolei w szkole średniej kontrola rodziców nie jest „trendy” i uczeń w oczach „ziomów” może wyjść na „głupa”. Oceny jednak zawsze wzbudzają jakieś odczucia i emocje.

Szkoła podstawowa jest najczęściej nie opodal domu. Łatwo do niej trafić, a kiedy już się wejdzie, mama czy tato mogą natrafić na koleżankę nauczycielkę lub kolegę. Nie ma problemów wówczas z nawiązaniem więzi ze szkołą i odwiedzanie jej nie stanowi problemu. Jednak jak doświadczenie uczy, system oceniania właśnie z powodów szczelności środowiska jest w wielu przypadkach wypatrzony. Mieszkającemu w tym samym blokowisku nauczycielowi trudno jest oceniać obiektywnie ucznia kłaniającego mu się na korytarzu domu czy rzucającego specjalnie śnieżkami po oknach dla zabawy. Trudniej też powiedzieć koledze lub koleżance: „Słuchaj, powinnaś udać się do poradni psychologicznej z twoim synem. Zauważam u niego objawy silnej nadpobudliwości i nieuzasadnionej agresji wobec otoczenia. Jest wulgarny i sama się go boję”.

Tajniki charakterów

W ciągu lat pracy szkolnej spotkałem się z wieloma sposobami oceniania. Najbardziej bulwersowały mnie te, które raziły uczniów. Nie do przyjęcia jest dla mnie na przykład legendarny system oceniania typu „tylko nauczyciel umie na piątkę, uczeń najwyżej na czwórkę”. Są nauczyciele, którzy nigdy nie stawiają piątek lub robią to bardzo rzadko. Zdarzyło mi się kiedyś spotkać sfrustrowanego nauczyciela, którego uczeń był lepszy od niego, a mimo to i tak klasyfikował go tylko na ocenę dobrą. Mylił także ocenę ze sprawowania z oceną za konkretną wiedzę.

Dobry nauczyciel nie tworzy pomiędzy sobą a uczniami szklanego muru. Jest to nieprzekraczalna linia, obie strony się widzą, ale żadna drugiej nie stara się rozumieć. Jako uczeń i student spotykałem nauczycieli piszących coś po tablicy i mówiących do siebie, a następnie zmazujących z tablicy niezrozumiałe dla uczniów i studentów wzory. Najwyraźniej nie zależało im na kontaktowaniu się ze słuchaczami- uczniami, do czasów sprawdzianów wiedzy, egzaminów. Wówczas także niczego nie tłumaczyli, nie komentowali, po prostu ich nie było. Zamieniali się w maszyny i roboty. Owszem, robili swoje, a czasem robili to bardzo dobrze i bywały wśród nich autorytety, ale rzadko.

Jeden z moich najlepszych profesorów przychodził na zajęcia z wiedzą w głowie. Potrafił mówić wielowątkowo, dyktować, abstrahować, wplatać cytaty w różnych językach a jednocześnie nigdy nie zapominał zamienić z kimś kilku zdań. Kontrolował czy studenci rozumieją, o czym mówi i eksponował najważniejsze elementy wykładu. Na egzaminie z kolei wymagał podobnej wiedzy. Nikt nigdy nie narzekał na jego system ocen. Dostać od niego „pałę” nie było ujmą, studenci czuli respekt przed wiedzą i to ona dawała profesorowi ogólny szacunek. Nie musiał podnosić głosu, nie groził i nie mścił się, nigdy też nie wywyższał się słowem czy gestem. Utopia? Są tacy.

Znałem też i nadal niemile wspominam profesorów wykładowców, którzy podczas prelekcji rozmawiali o wszystkim i o niczym. Natomiast na egzaminie wymagali szczególików, czepiali się wszystkiego. Do ich egzaminów należało mieć cierpliwość. Chociaż zdawała je większość, to jednak tygodniami, miesiącami trzeba było się nachodzić. Nie wiem do dzisiaj, dlaczego dziekanaty nie reagowały na opóźnione dostawy indeksów?

W szkole średniej znam nauczycieli, u których zdobyć piątkę jest ciężko, bo pani uważa, że tylko ona umie na piątkę. Zawłaszcza sobie skalę ocen a nawet możliwość ich stawianie w konkretnej klasie. Na przykład wymazuje oceny innych nauczycieli zastępujących ją podczas chorobowego lub je komentuje. Kiedy na koniec roku choruje, dyrektor biegnie do niej z dziennikami klas, aby raczyła wystawić oceny. Jest niezastąpiona, jedyna w swoim rodzaju, po prostu oprawiona w ramki – święta. A przecież uczy tylko tabliczki mnożenia – powiedziałby ktoś z boku.

Antidotum

Nie ma obiektywnych ocen, ponieważ możliwe jest, iż człowiek zasugeruje się czymś. Kiedy zaczynałem poprawiać swoje pierwsze prace maturalne, przesadziłem. Poprawiłem wszystkie jednego dnia. Wróciłem do nich jednak kilka dni później i okazało się, że sugerując się jedną z prac, zaniżyłem oceny pozostałych sprawdzanych po niej. Pisałem recenzje raz jeszcze i jeszcze aż do względnej obiektywizacji.

Krytyka systemu oceniania jest rozpowszechniona, ale nikt jakoś się tym nie przejmuje. Jedni nauczyciele „produkują” oceny, inni skąpią ich swoim uczniom aż do końcowych dzwonków szkolnych.

Poza ocenami w dzienniku szkoła to skupisko ludzi oceniających wszystko i wszystkich werbalnie. To wszak na szkolnych korytarzach powstają i ścierają się najczęściej powtarzane w domach, na placach zabaw, na podwórkach czy boiskach opinie i teorie. Na nie również szkoła ma wpływ pośredni, jakkolwiek nie podlegają one ocenom stawianym do dziennika.

Najlepiej byłoby kształcić taśmowo wspaniałych nauczycieli, którzy mieliby wszystko poukładane w głowie i potrafili oceniać sprawiedliwie…

Felieton z 2005 roku.

Dodaj komentarz