Tylko praca…

Na lekcjach wychowawczych często moi uczniowie przeżywają szok. Jest on związany z odkrywaniem prawdy o sobie samych poprzez kontrastowe zestawienia ocen zachowania w różnych życiowych sytuacjach. Analizujemy wybrane zachowania i oceniamy je, potem nagle zestawiamy je z innymi ze świata zewnętrznego i nagle trach i bęc – opadają szczęki młodych ludzi, ich świat wartości ulega deformacji, a często upada, aż słychać spadające tynki, pękające łańcuchy, zdruzgotane kręgosłupy skostniałych zasad etycznych, zarośniętych chwastami moralnych tradycji…

Szkoła daje dziecku i młodzieży poczucie inności. Panują w niej zasady, jakich nie ma w domu rodzinnym i po pewnym czasie ulegają złudzeniu dwóch światów. W początkowych latach edukacji największym autorytetem dziecka jest nauczyciel i wszystko co mówi, jest prawdą. Z czasem uczniowie dorastają do własnych opinii, przemieniają się też w kreatorów innego świata i ulegają złudzeniu, iż świat za szkolnym podwórkiem to inna rzeczywistość.

Na jednej z lekcji wychowawczej rozmawialiśmy o ściąganiu. Każdy miał odnieść się do problemu zawartego w moim pytania: „Czy pamiętasz, kiedy i dlaczego po raz pierwszy sięgnąłeś(-aś) po ściągi?” Sto procent obecnych (młodzież w wieku 17 lat) przyznało się do ściągania, do korzystania ze ściąg. Niektórzy przyznawali, iż ściągają nagminnie, bez ściąg nie przychodzą na sprawdziany, inni deklarowali sporadyczne ich stosowanie, jeszcze inni śmiali się na myśl o tym, że trzeba się przygotowywać do klasówek, a najlepszym przyjacielem ucznia jest kserokopiarka i internet – skarbnica wszelkiego rodzaju ściąg.

Napisaliśmy razem na tablicy zdanie: „Ściągam, bo:” i zapisaliśmy przyczyny wymieniane przez uczniów. A oto ich zestaw prosto z tablicy:

„Ściągam, bo:
– nie chce mi się pracować;
– wolę czas poświęcać na przyjemności;
– wolę być pewny, a na sobie nie mogę polegać;
– praca się nie opłaca;
– nikt nie doszedł sam do sukcesów;
– nawet nauczyciele ściągali i tak skończyli studia;
– jest wiele ciekawszych zajęć niż praca;
– bardzo mi zależy na sukcesie;
– materiał mnie przerasta;
– rodzice nie chcą głupich dzieci z jedynkami w dzienniku;
– inaczej miałbym(miałabym) szlaban na wyjścia z domu;
– i tak tej wiedzy nie wykorzystam w pracy;
– ta wiedza jest mi zupełnie niepotrzebna.”

Każdy z uczniów wypowiadał się na ten temat. Pierwszy raz zaczynali ściągać w szkole podstawowej podczas egzaminów, potem w gimnazjach wyspecjalizowali się i udoskonalali metody ściągania, a szczyty doskonałości osiągnęli podczas egzaminów na koniec gimnazjum. Podawali różne metody wspólnego wypełniania testów gimnazjalny, od metod najprostszych – przekazywanie sobie kart odpowiedzi w trakcie egzaminu, po trudniejsze – dźwiękowe kody, które wcześniej dopracowali.

W trakcie rozmów z twarzy uczniów nie znikały uśmiechy i atmosfera z każdą chwilą stawała się sielska – anielska. Zmąciło ją moje kolejne pytanie, „Czy uważacie ściąganie za oszustwo?” Pojawiły się różne odpowiedzi usprawiedliwiające, łagodzące przyczyny i skutki złego postępowania. Przecież ściągając nikogo nie krzywdzimy, nie ma prawnych konsekwencji tego procederu, a co nie jest zakazane, jest dozwolone. Dyskusja nad etymologią pojęcia „oszustwo” przerodziła się w luźną rozmowę o formie plotkarskiej.

Podszedłem do tablicy i ze zdania „Ściągam, bo:” wymazałem czasownik ściągam, a w jego miejsce wpisałem „Oszukuję, bo:”. Zapadło milczenie. Wszyscy ludzie czują wewnętrzny respekt przed słowem zapisanym i pomimo iż wcześniej rozmowa o oszukiwaniu miała dość niezobowiązujący przebieg, teraz kazałem uczniom zastanowić się nad problemem, „Czy oszustwo to pojęcie związane z dobrem czy złem, prawdą czy kłamstwem?” Odpowiedzi były jednoznaczne: „Oszustwo jest złe”.

Pojęcie nauka niekoniecznie w świecie szkoły jest tożsame z pojęciem praca. Uczniowie rzadko kojarzą własny trud z pojęciem „praca”, przypisując je do świata dorosłych. Mama i tato, ciocia i wujek chodzą do pracy, pracują, za co są wynagradzani finansowo. Szkoła nie płaci uczniom za naukę w taki sam sposób, zatem nauka to nie jest praca. A jednak praca to synonim jakiegoś wysiłku, działania celowego i nastawionego na osiąganie jakichś postępów. Mimo niewątpliwych korzyści płynących z nauki i uczenia się, także chodzenia do szkoły, uczniowie są dalecy od uznawania swojej pracy w obszarze nauki za zbliżoną do pracy zarobkowej.

Pojęcie „praca” ma większy zakres znaczeniowy, zaś nauka mniejszy. Celowo na lekcji zapisałem na tablicy „praca”, aby teraz, w momencie gdy u uczniów pojawią się wahania w interpretowaniu świata ich etyki, zadać kolejne pytania o szerszej naturze.

Na tablicy pojawiło się w miejsce „Oszukuję, bo:” kolejne zdanie brzmiące: „Kłamię, bo:”. Uczniowie na chwilę stracili poczucie bezpieczeństwa, by stwierdzić: „Przecież „ściąganie” i „kłamstwo” nie mają ze sobą nic wspólnego”. Rozpoczęła się burza mózgów i kłótnie lokalne w ławkach. Klasa doszła do porozumienia, określając rodzaje kłamstw, podzielono je na szkodliwe i nieszkodliwe. Pomijając owe szkodliwe, zastanawialiśmy się nad casusem medycznym, kiedy to lekarz (lub rodzina) okłamuje pacjenta dla jego dobra, aby ten nie tracił wiary w wyzdrowienie i powrót do normalnego życia. Byli jednak tacy wśród uczniów, którzy nie widzieli możliwości przełożenia tej konkretnej sytuacji na życie szkoły i ściąganie. Próbowano określić nauczyciela mianem lekarza… Brzmiało to sztucznie, wszak sytuacja zagrożenia życia nie jest do przełożenia na życie szkolne.

Czy zatem kłamstwo może funkcjonować na równi z prawdą w szkole? Nie. Uczniowie określili kłamstwo jako niedopuszczalne, ponieważ jego geneza jest niezgodna z etyką i zasadami religii.

Postawiłem tezę mówiącą o tym, że ściąganie jest równe oszustwu i kłamstwu. Zapytałem, czy zgadzają się z tym twierdzeniem?

Milczenie.

Zapytałem, czy chcieliby polecieć samolotem, którego kapitan ściągał na egzaminach i oszukiwał, aby tylko dostać pracę i wzbić się w górę?

Milczenie.

Zapytałem, czy chcieliby mieć partnerów życiowych, którzy kłamaliby, że ich kochają?

A może chcieliby kupić komputer od oszusta lub samochód?

Milczenie.

Byli zupełnie zbici z tropu. Zaczęliśmy od ściągania, optymizmu, śmiechów, a teraz jakoś nie bardzo wiedzieli, co mówić i poza wtrąceniem o automatycznym pilocie zastępującym pilota oszusta nikt nie śmiał dowcipkować. Wszyscy spoważnieli.

Miałem dla nich jeszcze dwa pytania.

– Czy chcielibyście, aby codziennie ktoś was oszukiwał, że uczy się, jest pilny, a w rzeczywistości cały jego wkład pracy to kserowanie ściąg?

Jak makiem zasiał…

– Czy uważacie, że dla nauczyciela to przyjemność patrzeć codziennie w oczy oszustów i udawać, że wszystko jest w porządku?

W klasie tylko echo odpowiadało ciszy…

Podszedłem do tablicy i przekształciłem zdanie „Kłamię, bo:” na zdanie „Kradnę, bo:”, „Zabijam, bo:”

W zdaniach tych jest jakieś orzeczenie określające czynność i zdania uzasadniające ją. Nie można jednak szukać uzasadnień dla złego postępowania, ponieważ z czasem dojdziemy do tego, że usprawiedliwimy najcięższe zbrodnie.

– Nasza szkoła, polska szkoła będzie lepsza i my będziemy lepsi, kiedy zrozumiemy i zaczniemy postępować zgodnie z prawdą, a nie z kłamstwem. – Zakończyłem.

Zadzwonił dzwonek.

Nikt nie wstał.

Sytuacja ta potwierdza moje wcześniejsze diagnozy. Współczesnym uczniom (styczeń 2007) generalnie wydaje się, iż szkoła to całkiem inny świat niż rzeczywistość. Taka postawa nie dziwi. Od lat polskie społeczeństwo jest wręcz bombardowane opiniami typu: „Szkoła to teoria, a życie jest zupełnie inne”, „Każą wam się uczyć głupot” etc. Pokutuje przeświadczenie społeczne o niewielkim związku nauki z życiem, wychowaniem szkolnym i realiami, zachowaniem się uczniów poza szkołą.

Sukcesem szkoły byłoby nauczenie uczniów uczciwości i szacunku do własnej pracy, szacunku do prawa i przestrzegania go. Uczeń nie nauczy się tego z podręczników, ale od nauczycieli, ludzi znających życie. Oczywiście można dyskutować na temat konkretnych działów matematyki, języków, formie matury etc., lecz w gronie specjalistów. Natomiast każdy nauczyciel i uczeń powinien maksymalnie wykorzystać czas podczas lekcji wychowawczych, aby dawać świadectwo prawdzie o człowieku, zapełniać świat młodych ludzi wartościami ważnymi dla społeczeństwa i naszej cywilizacji. Do tego z kolei potrzebny jest państwowy a nie alternatywnie moderowany i kompilowany przez szkoły i nauczycieli program wychowawczy.

Dodaj komentarz