"Życie to nie teatr…"

– Uważasz, że ja nic nie robię, tylko opalam się nad wodą?!- Zirytowany trener  zadawał pytania przez telefon.- Po prostu nie miałem czasu, tak, znowu, nie chciało mi się, zapomniałem, niech będzie…
Spoglądał w stronę basenu i wydawało się, że zaraz ciśnie telefon do wody.
– Ta rozmowa do niczego nie prowadzi… Tak?! Ja będę pracował, biegał po zakupy, a ciebie oprawimy w ramki… Gdyby twoja matka była z nami… Ale nie jest… Możesz do niej jechać… Tak, możesz, zamknij za sobą drzwi.- Schował telefon do kieszeni spodenek.
Nie mógł dłużej rozmawiać z córką, obowiązki czekały.
–  Pierwsza drużyna, przygotować się do startu! Andrzej, bierz się za nich.
Najlepiej wychodziło mu wydawanie poleceń asystentom. Wszystko musiało działać jak w zegarku. Był znany ze swojej pedanterii. Przed każdym sezonem miał rozpracowany plan treningowy dla wszystkich zawodników klubu co do dnia, co do sekundy. Nigdzie nie ruszał się bez swojego czerwonego segregatora z flagą klubu sportowego. Zawodnicy i współpracownicy zdawali sobie sprawę z jego wagi. Zawierał wydruki opracowań ścieżek treningowych dla każdego zawodnika łącznie z testami sprawnościowymi, badaniami wydolnościowymi, badaniami krwi a nawet z dietą.
Podczas gdy zawodnicy cieszyli się z wakacji i urlopów, trener wiedział, że zbliża się najważniejszy czas dla planowania. W ciągu trzech tygodni urlopu pracował tak ciężko, że często zapominał o całym świecie. Telefony od córki wyrywały go na chwilę z tego świata, ale tylko po to, aby zdenerwowany wracał do niego z większym zapałem.
Siedmiu zawodników stało na słupkach gotowych do startu. Asystent spoglądał na trenera i czekał na sygnał do startu. W wodzie  zobaczyli bańki wydychanego pod wodą powietrza.
– Co do jasnej ciasnej!?- Krzyknął trener.- Andrzej, zabieraj tego dzieciaka stąd i startuj w końcu chłopaków!
Asystent rozejrzał się po obecnych. Nie miał pojęcia, kogo brakuje, kim jest płynący wzdłuż basenu.
– Kto to jest, zabierajcie go chłopaki?!- Zwrócił się do starszych chłopców stojących na brzegu w okolicach środka basenu.
Dwóch skoczyło do wody, aby ścigać i wydobyć nurka.
– To nie od nas, trenerze!- Wołali inni.
Początkowo zdenerwowani, a teraz zdumieni stali i patrzyli na poruszające się pod taflą wody ciało chłopaka.
Minuta po minucie ich zdumienie przeradzało się w podziw, ponieważ chłopak nie zważając na nich i na srogiego trenera płynął i wyglądało na to, że przepłynie cały basen pod wodą, zakpi też z nawodnego pościgu. To musiał być jakiś dorosły facet, jakiś geniusz. Tylko takie opinie kołatały się w umysłach widzów.
– Nie mówcie, że on zanurkował ze słupka?!- Pytali jeden przez drugiego.
Trener spoglądał na zegarek i wydawał się wyraźnie poirytowany. Trening nie przebiegał zgodnie z wyznaczonym harmonogramem segregatora.
– Puszczaj ich w końcu, Andrzej!
Zabrzmiał dźwięk gwizdka i siedmiu zawodników rozpoczęło ćwiczenia.
Trener zerknął na chwilę do segregatora i przewertował kilka kartek. Zupełnie nie wykazywał zainteresowania ciągiem wydarzeń, jakie miało miejsce.
Przed brzegiem basenu wynurzył się nieznajomy nurek i niemal jak pingwin wyskoczył na murek. Idąc w stronę dwóch chłopców otrzepywał wodę z włosów jak to robią psy, a nie ludzie, po prostu kręcił energicznie głową, a długie za uszy włosy schły niemal natychmiast. Zanim doszedł do swoich znajomych sprawiał wrażenie zupełnie suchego. Poderwał leżące na trawie spodnie i rozmawiając wciągnął je na siebie, po czym założył tenisówki i koszulę. Odebrał zwitek banknotów od jednego z nich i ruszył w stronę wysokiego płotu ze stalowej siatki.
Zawodnicy oniemiali patrząc w stronę nieznajomego.
Stojąc pod siatką wyciągnął z kieszeni papierosa, zapalił go i w trzech susach pokonał płot wyprzedzając ślamazarnie gramolących się towarzyszy.
Po chwili zniknął w porastających wokół basenu zaroślach.
– Ty, widziałeś go?- Pytał jeden.
– Ale agent…
– Znacie go?- Pytał kto inny.
– Nie.
Chłopcy nie zauważyli nawet, kiedy podszedł do nich trener.
– Do roboty chłopcy, nie przyszliście się tutaj opalać!
Miał marsowy wyraz twarzy i nie znoszący sprzeciwu ton głosu. Zmierzał w kierunku swojego asystenta.
– Panie kolego- zaczął oficjalnie, mimo iż przed chwilą zwracał się do asystenta po imieniu- nie może tak być, że opóźnia pan trening.- Był wyraźnie wzburzony.
Asystent dobrze już poznał trenera i wiedział, jak należy się zachowywać w takiej chwili. Stał wyprostowany ze spuszczoną głową i milczał. Kątem oka spoglądał na drugiego asystent, który czuwał nad bezpieczeństwem zawodników znajdujących się w wodzie.
– Nie może tak być i nie życzę sobie więcej takiego brakoróbstwa. Jeżeli klub wynajmuje na dwie godziny basen, to to jest tylko nasz basen i tylko dla naszych zawodników. Ma pan natychmiast ustalić, kim był ten szambonurek i wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość. Musi pan wiedzieć, że pracujemy tu dla dobra tych utalentowanych chłopców i każde zaniedbanie z naszej strony może odbić się źle na ich sportowej karierze.
Milczenie trenera wcale nie oznaczało, że już skończył mówić i pouczać. Asystent stał nadal i słuchał poleceń trenera, który widząc jego postawę, całkowicie ochłonął.
– Proszę wracać do pracy, panie kolego- zakończył. Zawsze grzeczny, nigdy nie pyskuje, będą z niego ludzie- myślał trener.
Podszedł do plastikowego krzesła i usiadł na nim. Otworzył segregator na właściwej zakładce oznaczonej numerem treningu i datą, po czym zaczytał się na chwilę. Następnie założył przeciwsłoneczne okulary i sięgnął do kieszeni spodenek po elektroniczny stoper. Zawiesił go sobie na szyi i czekał, aż zawodnicy zakończą dystans, a na ich miejsce kolejni rozpoczną start.
Skrzętnie zapisywał rezultaty dostarczane mu przez asystentów. Wreszcie w którymś momencie kiwnął na jednego z zawodników.
– Nie będę ci prawił morałów chłopcze- zaczął trener- lecz jeśli nadal będziesz tak słabo się starał, zrezygnuję z trenowania ciebie, co z pewnością doprowadzi do rozpaczy twojego ojca.
Piętnastolatek stał wpatrzony w posadzkę basenu i nie śmiał się odezwać.
– W twoim wieku człowiek najchętniej pograłby od czasu do czasu w piłkę, pobiegał z kolegami na dyskoteki i to wystarczy do szczęścia. Wiedz jednak, że odziedziczyłeś po swoim ojcu wielki talent i jesteś jak diament, który tylko ćwiczeniami można wyszlifować. Wygrałeś już kilka zwodów i z tego powodu osiągnąłeś poważanie w środowisku kolegów i co najważniejsze koleżanek. Możesz jednak zajść dalej. Czy chcesz zajść dalej, czy chcesz zmarnotrawić swój talent?
– Chcę- wymamrotał chłopak.- To znaczy nie chcę zmarnować talentu, panie trenerze.
Trener spojrzał na niego i wiedział już, dlaczego chłopiec nie był tego dnia w formie.
–  Bierz na poważnie swoje obowiązki i następnym razem nie objadaj się przed treningiem. Wracaj do domu, dzisiaj niczego już tu nie zwojujesz. Jutro chcę cię widzieć bardziej bojowego.
To może być wielki mistrz- patrzył na oddalającego się nastolatka. Tak, talent dziecka plus zaangażowanie rodziców, plus ambicje rodziców i systematyczność może dać sukces.
– Trenerze…- Do stolika podszedł asystent i czekał, aż ten pozwoli mu zabrać głos.
– Siadaj Andrzeju- trener zaprosił go do stolika.- Kończysz już trening?
– Za chwilę idę jeszcze na siłownię ze starszą grupą. Chcę panu powiedzieć o tym chłopcu, który przepłynął dzisiaj basen pod wodą.
– Nasz chłopak?
– Nie, ten, który nam przeszkodził.
– Słucham.
– Nazywają go Karson, to z bajki o bohaterze, który latał po dachach. Chłopak ma czternaście lat i po kilka lat chodzi do jednej klasy. Nie nadaje się do nauki.
– Rodzice?- Trener tracił cierpliwość.
– Ma matkę i kuratora sądowego, poza tym pięcioro starszego rodzeństwa, ojciec chłopaka siedzi w więzieniu za pobicia. Skakał z wieży i to po skoku z wieży przepłynął basen pod wodą. Czas pod wodą miał lepszy od rekordu klubu…
Trener zamknął segregator i wstał.
– No cóż, prawdopodobnie mamy do czynienia z samorodkiem, genialnym pływakiem.- Zawyrokował.
Asystent uśmiechnął się ze zrozumieniem.
– Niech pan przypilnuje, panie kolego, aby więcej ten szambonurek nie przeszkadzał nam w zajęciach.
Trener szedł w stronę gromadki zawodników. Asystent odprowadzał go wzrokiem z otwartymi ustami, gdy usłyszał telefon trenera.
– Tak, dobrze- tłumaczył się trener- to zostań w domu, córeczko, przecież ja cię nie wyganiam, jak możesz tak w ogóle mówić… Dobrze, tak, od jutra będę po sobie sprzątał, już się nie denerwuj, dobrze… Nie, nie oprawię cię w ramki… Masz rację, nie jesteś moją służącą… Do zobaczenia w domu.

Wołczyn – 26.02.2006

Dodaj komentarz