Tylko praca…

Rozdział 15

Wieczorem po kolejnym treningu siatkówki Filip podsumował swoje postępy. Rachunek krytyczny w każdym elemencie wytykał mu lenistwo i chłopak miał dosyć tego. Zdecydował, że jego tryb życia musi się zmienić, ponieważ ten rok może zaważyć na jego przyszłości. Najważniejsze teraz dla niego sprawy to matura, i sport. Nie wyobrażał sobie życia bez sportu, bez treningów i meczy. Szkoła to była dla niego praca, a siatkówka nagroda za życiową nudę.
Kilka zdań na temat przyszłości z Luizą wystarczyło, aby zaczął myśleć o studiach. Sytuacja materialna rodziny nie pozwalała na marzenia o studiach. Matka nie zarabiała dużo, ojciec też pracował, ale jako pracownik fizyczny. Ze swojej wypłaty opłacał kredyt za mieszkanie. Reszty pieniędzy ojca matka nie widziała. Mieli mieszkanie spółdzielcze, ale opłaty nie były dostosowane do warunków polskiego robotnika.
Sport mógł Filipowi otworzyć drogę do dalszej edukacji i o tym chciał porozmawiać kiedyś z oboma trenerami w cztery oczy. Siatkówkę traktował jako dyscyplinę dla ludzi o wysokiej kulturze fizycznej i inteligencji. To była jego pasja i od piątej klasy chyba jedyne źródło sukcesów szkolnych i pozaszkolnych. Dzięki niej fizycznie rozwinął się tak dobrze i miał nadzieję, że jeszcze urośnie. Przekroczenie granicy dwóch metrów wzrostu mogło dawać mu lepsze warunki startowe we współzawodnictwie o miejsce w każdym klubie.
Boks to dyscyplina dla „kołków”, facetów z kompleksem niższości, którzy widzą sens w okładaniu się po gębach. Nie musiał trenować boksu, aby mieć poczucie bezpieczeństwa o siebie i rodzinę czy też dziewczynę. Siatkówka dała mu wystarczające narzędzia w postaci szybkości i mocnego uderzenia. Niestety, miał być siatkarzem, tylko do stycznia.

Zajścia na basenie i walka bokserska to przypadki, kiedy emocje wzięły górę. W pierwszym wypadku zagrożeni byli jego bliscy, a za nich gotów był iść w ogień. Wygrana w sali treningowej komendanta to podpucha. Klar na sto procent chciał go przekonać do treningów, bo chyba nie ma tam do czynienia z normalnymi ludźmi, tylko z jakimiś wyrzutkami o małym rozumku typu Guzik i Prokop.
Ale w sprawie boksu były też argumenty za.
Nie wiedział, dlaczego, ale tak do końca nie wierzył w złe cechy boksu, którymi sobie obrzydzał tę dyscyplinę, to po pierwsze. Po drugie na sali u komendanta czuł się jak u siebie w domu. Po trzecie, i tu przyznawał się z przyjemnością, okładanie worka i ćwiczenia ze skakanką sprawiały mu dużo radości.
Wygrana z bokserem, który miał na koszulce nadruk zawodowej i cenionej grupy bokserskiej w kraju, też było przyjemne. Nawet mimo to, że tajemniczy Marek był ustawiony przez trenera. Filip jeszcze przed walką z Markiem czuł, że chłopak jest podstawiony, a starcie wyreżyserowane. W przeciwnym razie bałby się i możliwe, że w ogóle nie wszedłby na ring.
Trenowanie boksu wydawało mu się kontrowersyjne, ale czuł do tej dyscypliny jakiś wewnętrzny sentyment. Gdyby się okazało, że dzięki niemu mógłby pomóc sobie w życiu, a szczególnie w dalszej drodze edukacyjnej, to bez wahania podejmie to wyzwanie.
Do czasu rozmowy z trenerami i matką będzie trenował pod kątem ogólnorozwojowym.

Ustalił sobie, że codziennie wstaje o godzinę wcześniej i idzie biegać. Po zajęciach szkolnych skacze na skakance, musi ją najpierw kupić, i rozciąga się. Ma też swoje hantle w pokoju i jeśli wieczorem czas pozwoli, to także biega. No i zapomniany drążek w drzwiach, pięć razy dziennie podciąganie, jeśli chce jeszcze urosnąć.
Treningi poranne miały dotyczyć każdego dnia, popołudniowe tych dni, w których nie miał treningów.
Nauka szkolna też jest ważna. Do tej pory wystarczało, że uczył się w szkole i wieczorami przed ważnymi sprawdzianami. Jego wyniki były zadowalające, mieścił się w gronie pięciu najlepszych w klasie. Ale Luiza zajmowała wysoką pozycję w ogólniaku, pierwsza piątka w całej szkole. Jego piąta pozycja w klasie nie wystarczyłaby chyba na pierwszą dwudziestkę w ogólniaku. A może oceniał siebie zbyt krytycznie?
W szkole ekonomicznej miał wiele przedmiotów zawodowych i z nich właśnie najlepsze oceny, nawet szóstki. Nie mógł zatem porównywać swojej średniej oceny ze średnią ocen Luizy, chyba że dotyczyłoby to wyłącznie przedmiotów ogólnokształcących, matma, polski, angielski, fizyka, chemia czy informatyka. Szybko przeliczył swoją średnią z tych przedmiotów i wyszło na to, że uzyskałby około cztery i pół punktu. To nie jest najgorzej, ale najlepiej też nie. Trzeba więc coś z tym zrobić. Może więcej nauki matmy, więcej czytania z polskiego. Postęp mógłby osiągnąć poświęcając nauce więcej czasu.
Skąd wziąć czas? To jest największy problem. Rano jogging, szkoła, dom, trening, nauka, spanie. A rodzeństwo? No tak, trzeba przecież zajmować się dzieciakami, szczególnie Anią. Może za nim jeździć na rowerze, kiedy on biega. Na pewno. Kamila też trzeba będzie wciągnąć do biegania.
I gdzie ten wolny czas?
Pozostają jeszcze weekendy. Nie, przecież będzie miał mecze i wyjazdy, w soboty lub niedziele.
Randki. Jeśli zacznie poważnie kręcić z Luizą, musi ją gdzieś zabierać, coś z nią robić wspólnie. Pozostają tylko niedziele.
Trudno to jakoś zaplanować i poustawiać. Przecież musi się z nią spotykać. Po tym, co mu powiedziała i on jej, to chyba będzie coś więcej niż jednorazowe lody i spacer.

Stanęła w progu. Klar wziął jej dłoń i pocałował na pożegnanie.
-Juliusz, czy Filip bardzo pobił tego mężczyznę?
-Właściwie uderzył go tylko raz. Lekarz stwierdził połamanie kilku żeber i krwiak podskórny. Twierdził też, że to niemożliwe, aby taki młody chłopak miał taką siłę.
Zamilkł na moment wpatrując się w jej oczy.
-My jednak pamiętamy Andrzeja z młodości.
Wstrzymał oddech.
-Gdyby ten cios oddał na głowę lub twarz- kontynuował – mógłby go poważnie uszkodzić.
Mówił to głosem autorytatywnym, od lat zajmował się boksem i Dziubińska czuła, że ma rację.
Stał w napięciu, chciał jeszcze dodać jedno zdanie. Obawiał się, że zdanie to może zaboleć lub poruszyć sfery intymne życia rodziny Dziubińskiej, ale musiał to zrobić.
-Filip wyznał, że zaatakował mężczyznę wtedy, gdy wyczuł woń alkoholu.
Dziubińska stała zraniona. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Była zrozpaczona i chciała tę rozpacz ukryć przed Juliuszem.
Wyciągnęła z torebki chusteczkę i zakryła nią niemal całą twarz.
-Do widzenia.

Dodaj komentarz