Tylko praca…

Rozdział 21

Wychodził z autobusu, kiedy zobaczył Luizę. Czekała na niego na przystanku. Nie chciał się z nią widzieć teraz, ale kochał ją mocno.
Podeszła pierwsza i pocałowała go.
-Cześć, mam dla ciebie prezent- dała Filipowi jakąś paczkę.
-Co to jest?
-Witaminy dla mojego mężczyzny- spojrzała na niego uważniej.- Jesteś bardzo blady i masz podkrążone oczy, coś się stało?
Przeszli po pasach przez jezdnię.
-Nie, nic takiego.- Burknął.
-Idziemy jutro na dyskotekę?
-No wiesz, właściwie nie mam ochoty, poza tym będę siedział nad papierami, październik już za klika dni.
-A, co ma się stać w październiku?- Zainteresowała się.
-Nic wielkiego, konkurs giełdowy, biorę w nim udział.
-To życzę sukcesu- przytuliła się do Filipa.
Nie chciał zaczynać, nie chciał nic mówić, ale drażniło go to, że ona tak uważnie go słucha i w ogóle, że przyszła na przystanek, a teraz on odprowadza ją do szkoły.
-Wiesz, ten nasz związek wydaje mi się…- Stanął i spojrzał na nią.
Przerwała mu zakrywając jego usta palcami.
-Wiem, rozumiem, za szybko, dla mnie też, ale taka już jestem. Nie znałam siebie takiej, kocham tak bardzo pierwszy raz.
-Nie, nie o to chodzi…
-A ty mnie kochasz?- Wpadła mu w zdanie.
-Tak, ale…
-To pewnie mnie rozumiesz?
-Ale teraz nie przerywaj mi, ok.?
Potaknęła kiwnięciem głowy.
-Ja…- Rozejrzał się dokoła i zobaczył zbyt wielu ludzi, którzy mogliby przeszkodzić mu w rozmowie.- Moment…
Przeszli na bok, aby nikt ich nie słyszał.
-Ja jestem nikim, czuję wewnętrznie, że muszę na taką miłość dopiero zasłużyć. Poza tym to wszystko stało się tak nagle, nie kosztowało mnie żadnego wysiłku, nie musiałem chodzić za tobą, polować na ciebie, prosić się o randkę…
-Cierpieć- dodała.
Zamilkł i patrzył na nią. Była taka piękna.
-Też to tak odbierasz, nie brakuje ci tej fazy wstępnej?
-Może przemyślmy to na spokojnie i bez dramatyzacji, ok. ?
-Jeśli się okaże, że znowu ty będziesz miała rację, to nie wyjdę z doła do końca świata!
-Nie- patrzyła na niego trzeźwym wzrokiem- nie będziemy tak o tym rozmawiać. Powiem ci, jak jest ze mną, ty mnie kochasz i ja ciebie. Reszta świata dla mnie nie istnieje. Wszelkie inne konwenanse i społeczne przesądy także nie wchodzą w grę.
-To nie jest takie proste. To znaczy, to jest proste, ale wewnętrznie jest mi bardzo ciężko to wszystko poukładać i zrozumieć. Na początku wydawało mi się, że chcesz mnie poznać, umówimy się na lody, złamiesz mi serce i porzucisz.
-Ale tak się nie stało?
-Teraz czuję, jak mnie osaczasz z każdej strony i tak bardzo mnie chcesz, że nie pozwalasz mi zrozumieć, jak ja bardzo chcę ciebie. Nie zdążyłem jeszcze się nacieszyć tobą, natęsknić za tobą, a ty jesteś, jesteś wszędzie…
Zorientował się, że od jakiegoś momentu patrzą na niego załzawione oczy.
-Widzisz coś złego w tym, że chcę być z tobą, przecież cię kocham?
Przytulił ją.
-Na domiar złego jeszcze niczego w życiu nie osiągnąłem, a ty przerastasz mnie w tym zakresie, jesteś już zdecydowana, wszystko masz poukładane i zaplanowane, a ja nic nie mam.
-Skończyłeś?- Wytarła chusteczką nos.- To teraz moja kolej. Wydaje mi się, że wszystkie twoje poważne problemy biorą się z różnicy świadomości między nami. Powiedzmy, że jesteśmy w ostatniej grupie w przedszkolu. Ty biegasz po boisku i grasz w piłkę z chłopakami, ja uczę się czytać i czytam książki. Teraz idziemy do pierwszej klasy, ty grasz w piłkę i masz świetną kondycję, ja umiem świetnie czytać. Ale, Filip, wkrótce ty też zabierzesz się za czytanie i dołączysz do mnie, bo taka jest konieczność w szkole.
-Jaki to ma związek z nami?
-Poczekaj, zobacz, chodzenie do szkoły średniej powoduje, że myślimy jak dzieci. Czujemy się bezpieczni, bo o wszystkim decydują za nas inni. Nauczyciele decydują, czego mamy się uczyć i na jakim poziomie tą wiedzą dysponować, rodzice z kolei decydują, co jest dla nas dobre i jacy mamy być z ubieraniem się włącznie. Po maturze skończy się szkoła i wszyscy nagle zostaną na lodzie, a niewielu jest do decydowania o sobie przygotowanych.
-Na przykład ja- słuchał jej uważnie.
-Na przykład ja wiem, czego chcę. Chcę pracować jak do tej pory, mieć kontrolę nad swoim życiem, kochać ciebie tak mocno, jak do tej pory i to wszystko.
-A studia?
Dużo ją ten wywód kosztował nerwów i nie wiedziała, na ile wyjaśniła wszystko Filipowi.
-Filip, przecież każdy pracodawca chce teraz młodej i wykwalifikowanej kadry, po studiach, z doświadczeniem i językami obcymi. Myślisz, że będę traciła czas na stacjonarne studia, na których nadal z rówieśnikami będziemy celebrować nasze lenistwo i odkładać na później dorosłe życie? Poza tym średnia życia to jakieś sześćdziesiąt, siedemdziesiąt lat, czyli mamy już za sobą prawie jedną trzecią życia. Trzeba włączyć szybszy bieg i dogonić życie, które ucieka przed nami.
-Będziesz studiować zaocznie?
-Moi rodzice dorobili się majątku i względnego komfortu przed pięćdziesiątką. Czy to oznacza, że ja mam przez kolejne trzydzieści lat harować i być potulnym barankiem na państwowej pensji, czekać na zmiłowanie losu i na podwyżkę, jak moja matka?
-Moi też mają nie lepiej.
Spojrzała na niego.
-Masz do wyboru Filip, przygotować się do wejścia w dorosłe życie albo dawać się ponosić fali naiwności, która prowadzi do morza bezrobotnych i sfrustrowanych absolwentów.

Filip myślał intensywnie.
-Jaki to ma związek z nami?
-Myślę, że taki- pocałowała go.
-To piękny związek, ale…
-Filip, ty masz swoje cele, a jeśli ich nie masz jeszcze, to się sprężaj i nie daj losowi kierować własnym życiem. Ja mam swoje cele, ale nadrzędny mój i twój to nasza miłość, nasz związek i jego przyszłość. Wszystko.
-Jaką ma przyszłość?
-To już od nas zależy.
-Jak ty to widzisz?
-Powiesz, że cię osaczam?
-Nie, przepraszam, nie powiem.
Szli w stronę ogólniaka i nie śpieszyli się, chociaż byli oboje spóźnieni do szkoły.
-Marzę o tym, żeby wyjść za mąż za ciebie za dwa lata, kiedy już będziesz mógł ożenić się zgodnie z prawem. Chciałabym, żebyś znalazł sobie po maturze jakąś pracę i wtedy razem podejmiemy studia zaoczne. Będziemy też mieli dzieci.
-W czasie studiów?
-Filip, szkoła, studia to tylko nauka zawodu, nic więcej. Jedni kończą zawodówkę, bo chcą być fryzjerami, inni medycynę i zostają lekarzami. Wszystko zmierza jednak do tego, aby mieć dobry zawód i pracować na rodzinę. Rodzina jest najważniejsza w tym wszystkim. Przedszkole, szkoła i studia to tylko trening przed poważną pracą.
-Boże, ty mnie naprawdę przerastasz- zauważył poważnie.

Z trudem nadążał za jej tokiem myślenia. Jeszcze nikt nigdy nie rozmawiał z nim w ten sposób. Ta dziewczyna to całkiem inny świat. Mówiła to, co czuł, ale nigdy nie skrystalizował tego w sobie, nie wypowiedział w zdaniach, nie potrafił ubrać w słowa.
Wielokrotnie zastanawiał się nad sensem nauki, szkoły i studiowania. Większość z jego rówieśników faktycznie sprawiała wrażenie, że szkoła to jakiś obóz wakacyjny. Zupełna beztroska i szczyty lenistwa. On też był mistrzem lenistwa. W szkole niewiele osób przejmowało się lekcjami, chyba że sprawdzian czy wywiadówka były blisko.
Kiedyś przypuszczał, że na studiach jest inaczej, ale znajomi koledzy studenci wyprowadzali go z błędów. Na każdym roku jest kilku zaangażowany studentów, reszta kontynuuje styl bycia ze średniej szkoły „byle tylko zdać do następnej klasy”.
W myślach przyznawał rację Luizie niemal w każdym zdaniu. Niedługo koniec przedszkola, szkolnej beztroski a on jeszcze nie wiedział, czego tak naprawdę chce od życia. Znał ją dopiero od miesiąca, a już tyle dla niego zrobiła.
Kochała go mocno, a on kochał ją. Nie ma nic ważniejszego. Ciekawe tylko, jak zareagują na ich związek rodzice Luizy. Nie będą zadowoleni, że ich przyszły potencjalny zięć niczego nie ma i pochodzi z przeciętnej rodziny.

Zasypiając wieczorem nie chciał marzyć. Świat romantycznych myśli, w którym zawsze czuł się najlepszy, najbogatszy sam z siebie, miał powodzenie u dziewczyn i był sławny, to iluzja. Nie wygra żadnej nagrody, niczego za darmo od życia nie dostanie, nikt mu nigdy nic nie da za ładne oczy.
Do wszystkiego musi dojść sam, sam to wszystko musi poukładać i po naznaczać sobie cele, którym będzie się poświęcał i postara się je osiągnąć. Kariera i sukcesy nie leżą na ulicy, pieniądze podobnie. Wszystko trzeba wydusić z siebie, wydrzeć losowi i starać się za wszelką cenę kroczyć do celu.
Postanowił, że miłość do Luizy i ich wspólna przyszłość będzie dla niego wskazówką i oparciem. Teraz wszystko zależy od niego.
Najchętniej już by pędził i podbijał dla niej świat. Wiedział jednak, że to niemożliwe, że właśnie wszystko na świecie zdobywa się powoli i systematycznie, podobnie jak przez lata treningi siatkówki doprowadziły go do sukcesów. Lecz teraz nie miał tyle czasu.
Potrzebował jakiegoś choćby drobnego sukcesu i to natychmiast.

Dodaj komentarz