"Życie to nie teatr…"

Rozdział 22

Całą sobotę spędził nad papierami i przygotował ofertę prognozy działań giełdowych do konkursu. Miał je wysłać w poniedziałek.
Podczas niedzielnej mszy w kościele Kamil siedział gdzieś z tyłu w ławce, a Filip stał przy pierwszych rzędach koło Ani. Zapatrzony był na przedstawienie, w którym udział brały małe dzieci. Przedstawiali dwie przypowieści z Nowego Testamentu, a koleżanki Ani z podwórka grały panny mądre i roztropne.
W pewnym momencie zrobiło się w kościele za głośno. Ksiądz zwrócił na to uwagę, szczególne chłopakom z tyłu. Filip szukał wzrokiem Kamila i gdy ich spojrzenia skrzyżowały się, wówczas upewnił się, że młodszy brat zrozumiał prośbę księdza.
Wracając głową do prezbiterium zauważył po żeńskiej stronie z tyłu stojącą z matką Luizę.
Serce zabiło mu raźniej. Schylił się nad uchem Ani i coś jej szeptał chwilę.
Wycofał się do przejścia, w którym stała Luiza i po krótkiej chwili stał przy ukochanej. Wziął jej dłoń do swojej ręki i uśmiechnął się. Ona odwzajemniła mu uśmiech i uścisk.
Patrzeli przez chwilę sobie w oczy.

Po komunii w przejściu, w którym stali, zrobił się większy ścisk. Luiza stała teraz przy ławce, a Filip tuż za nią. Czuł zapach jej włosów. Schylił się do jej prawego ucha.
-Jesteś bardzo mądrą i dojrzałą kobietą. Kocham cię taką i chcę być zawsze z tobą- wyszeptał.- Jesteś moją królewną z bajki.
Zerknęła na niego swoimi pięknymi oczami i uśmiechnęła się na znak, że zrozumiała.
Chłopak jednak oczekiwał od niej podobnego wyznania.
-A ty też mnie kochasz?- Ponownie schylił się.
Nic nie odpowiadała.
-Mam sobie iść?- Pewny siebie z uśmiechem na twarzy znowu szepnął jej do ucha.
Znowu milczenie. Nawet nie odwróciła się do niego, tylko spuściła głowę.
Zniecierpliwiony schylił głowę tak, aby zobaczyć jej twarz. Po policzkach spływały jej łzy.
Na ten widok spoważniał i podał jej chusteczkę. Kończyła się msza i wychodzili z kościoła. Matka dziewczyny zgubiła się gdzieś w tłumie wychodzących. Filip szedł za Luizą i nie wiedział, czy jej łzy oznaczały początek, czy też koniec ich miłości. To przez niego płakała, żartował i uśmiechał się, a ona pewnie myślała, że nie traktuje poważnie jej uczuć.
Czuł się jak gnojek, był jeszcze taki niedojrzały i niepoważny. Wstydził się siebie.

Stali razem przed kościołem i czekali na rodzeństwo Filipa.
-Chciałem cię bardzo przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie. Wszystko sobie przemyślałem i doszedłem do wniosku, że masz rację- zaczął mówić, chociaż nie wiedział, czy ona chce rozmawiać.
-Mam rację co do czego?
-Że nasza miłość jest najważniejsza. To, co ci powiedziałem w kościele, jest tego dowodem.
Uśmiechnęła się do niego i przytulił ją do siebie na chwilę.
-Ja ciebie też kocham, Filip, pamiętaj o tym.
-Będę- obiecał i pocałował ją w dłoń.- Jesteś całym moim światem. Wydawało mi się, że żyję od dziewiętnastu lat, ale żyję dopiero od kilku dni…

Po obiedzie z Anią i Kamilem wyruszyli na drogę asfaltową prowadzącą do lasu. Młodsze rodzeństwo miało na nogach rolki. Filip nie jeździł i nie miał rolek. W zimie jeździł na łyżwach i jazda na rolkach nie przedstawiała się jako większa trudność, ale nie stać go było na rolki. Dzieci też nie, ale to nie rodzice im kupili, lecz dziadkowie na urodziny.
-Filip, a twoja dziewczyna też przyjdzie tutaj?- Pytał zaciekawiony Kamil.
-Tak, mówiła, że tak.
-Fajna jest- Kamil krążył na rolkach.
-Podoba ci się?
-Pytanie, chyba nie ma nikogo, komu by się nie podobała. Wszyscy chłopcy pytają mnie o nią.
-Dlaczego?
-No, widzieli was razem i pytają. Niezła laska z niej. Całujecie się?
-To nie twoja sprawa- zirytował się Filip.
Kamil podjechał do ławki, na której siedział starszy brat.
-A wiesz, ile można by na tym zarobić?
-Kamil, czy tobie czasem słońce nie uderzyło do głowy?
-No, co, spokojnie mógłbym przyjmować zakłady, że ją pocałujesz…
-Przestań natychmiast, bo cię rąbnę!- Zagroził i nie żartował.
Chłopaki w wieku Kamila wymyślali różne psikusy i zarabiali na zakładach o byle co. Pewnie i teraz chcieli się założyć, że Filip ją pocałuje na przykład na rynku w Wołczynie. O umówionej godzinie pewnie wylegliby na rynek i siedzieli na ławkach, aby ich pooglądać.
Któregoś dnia chłopaki z Kamilem na czele założyli się o to, jaki kolor majtek ma ich pani od polskiego. Była jakaś praktykantka, która bardzo im się podobała. Przed jej przyjściem do klasy porozrzucali jakieś kartki. Kiedy weszła i zobaczyła je na podłodze, zamiast nakazać ich posprzątanie uczniom, sama schyliła się i je posprzątała. Miała bardzo krótką i obcisła spódniczkę, a chłopaki mieli ubaw.
Luiza szła od strony mostu i stawu koło kina. Filip poderwał się i zmierzał szybko w jej kierunku, a rodzeństwo zostawił koło ławki.
-Jak się czujesz?- Przywitał ją i podał ramię.
-Dobrze- podała mu dłoń i szli razem.
-Wiesz, Luiza, rozmowa z tobą dała mi bardzo wiele i cieszę się, że akurat na mnie zwróciłaś swoją uwagę.
-Cieszę się. Znam cię już od dawna, kiedy jeszcze mieszkaliśmy tutaj.
-Naprawdę?
-Tak. Przyglądałam się tobie przez całe lata, aż w końcu poznałam bliżej.
-Niemożliwe, zauważyłbym cię, gdybym cię spotkał na wakacjach tutaj. Poza tym twoja uroda to zjawisko, którego nie dałoby się ukryć w mieście, zaraz jakieś chłopaki opowiadałyby, że znają…
-Może opowiadali, ale ty nie miałeś czasu słuchać, byłeś wiecznie zajęty sportem?
-Tak myślisz?
-Jestem tego pewna. Pierwszy raz, kiedy cię widziałam, miałam chyba sześć lat.
-Żartujesz?
Luiza wyjęła z torebki batoniki czekoladowe i na powitanie dała Kamilowi i Ani, którzy podziękowali jej.
Usiedli z Filipem na ławce.
-To było w parku koło domu handlowego. Bawiłeś się tam z rodzicami, twoja mama miała wózek, z Kamilem. Ja bawiłam się lalką. Jadłeś jabłko i podszedłeś do mnie. Wyciągnęłam rękę do ciebie, aby dać ci cześć, a ty mi dałeś nadgryzione swoje jabłko.
-Niemożliwe- śmiał się Filip.- I co, zjadłaś je?
-Już miałam zamiar, kiedy zauważyła to moja mama i zabrała mi je. Oddała tobie i ty je zjadłeś.
-Masz świetną pamięć.
-Nie ja. Kiedyś stałyśmy z mamą w oknie u babci. Widać stamtąd dokładnie ulice i chodnik. Szedłeś z dziećmi do kościoła w niedzielę i wtedy mama opowiedziała mi tę historię. Zapadłeś mi wtedy w serce i odtąd chciałam cię poznać.
-Po co?
-Chciałam sprawdzić, jakim jesteś człowiekiem i w ogóle podobałeś mi się, jesteś bardzo przystojny.
-A ty jesteś śliczna.- Objął ją.
-Szukałam w szkole kogoś, kto mógłby mi powiedzieć coś o tobie. Wreszcie trafiłam na kolegę, który chodzi z twoją koleżanką.
-Co powiedziała?
-Że jesteś mądrym i sympatycznym chłopakiem, nie do zdobycia.
-Żartujesz, tak to powiedziała?
-Tak, bo jesteś zajęty wyłącznie sportem.
-Natomiast ja dowiedziałem się o tobie tego samego. Piękna, mądra i nie z naszego świata, zasługuje na jakiegoś milionera.
-Tak, a kto tak powiedział?
-Kogo bym nie zapytał. Mówili, że zadzierasz do góry nosa, ale masz powody. Wszyscy chłopcy w tobie się kochają.
-A czy ty wiesz, że dziewczyny w twojej klasie kochają się w tobie na zabój?
-Akurat, teraz to się ze mnie nabijasz!
-Nie, nie nabijam, to prawda. Przez ciebie nie mają jeszcze chłopaków, bo wszystkie czekają, aż raczysz którąś wybrać.
-Ty mnie nie obrażasz?
-Nie, nie obrażam. Chłopcy zazdroszczą ci twoich sportowych umiejętności i kondycji, nie wiedzą, ile cię to kosztowało. Tego nie wyrabia się z dnia na dzień, to się zdobywa latami.
-Mówisz poważnie, nie oszukujesz?
-Poważnie. Tylko nie spocznij na laurach. A tak poważnie, co byś chciał robić dalej?
-Studiować z tobą.- Zamyślił się.- Wcześniej nie miałem takich ambicji, a na studia mnie nie stać. Jeśli dostanę jakąś pracę i będę pracował, to będę miał na studia zaoczne. Jeśli nie, trudno, jakoś będę musiał z tym żyć. Oczywiście postaram się znaleźć pracę.
-No, teraz mówisz jak dojrzały mężczyzna.
-Dzięki tobie.
-A sport i kariera sportowa?
-No właśnie. Kiedyś marzyłem, że w wojsku ją zrobię, ale teraz to nie wiem. Jest jeszcze boks, który zacząłem trenować z wielką pasją, aż mnie worek znokautował.- Roześmiał się.
-Na pewno ci się uda- pocieszała go.
-Pierwsza dowiesz się o tym, jeśli będziesz przy mnie?
-Będę.

Dodaj komentarz