Tylko praca…

Rozdział 26

-Słuchałam relacji z meczu- mówiła następnego dnia Luiza- gratuluję sukcesu.
Przytuleni spacerowali po parku, nad którym poważnie się zachmurzyło i pociemniało.
Mieli godzinę do odjazdu Filipa.
-Dziękuję, że słuchałaś i trzymałaś kciuki.
-Gratuluję też nagrody, dwóch nagród i sponsorskiej także.
-Wiesz, dostałem trochę pieniędzy. Cieszę się bardzo, bo za tydzień mam urodziny i bałem się, że nie będę mógł zaprosić kolegów.
Znaleźli wolną ławkę i usiedli na niej.
-Mam się czuć zaproszona?
Pocałował ją.
-Oczywiście, jaki ze mnie wariat. Najpierw powinienem ciebie zaprosić, a potem poruszać te kwestie.
-Nic nie szkodzi, ale to już drugi raz o mnie zapominasz.- Pogroziła mu palcem.
-Jak to?- Zdziwił się.
-No, a studniówka, kapitanie?!- Drażniła się z nim.
-Bardzo cię przepraszam- ukląkł na jedno kolano przed nią i całował jej dłonie.
Usiadł koło niej i przytulił ją. Czuli, jak nagle wiatr się zrywa.
-Jak giełda?
-Dobrze, jestem na pięćdziesiątym czwartym miejscu i moje przewidywania giełdowe jakoś się sprawdzają.
-Jakoś?
-No, na razie idzie mi dobrze, nie mam żadnych strat. To jest też ważne dla ogólnego rankingu.
Spojrzała na zegarek
-Kropi- zauważyła- musimy iść.
Szli aleją i mijali kolejne ławki, a deszcz jesienny kropił z nieba i falami się nasilał.
-Co chciałbyś dostać na urodziny od swojej dziewczyny?
-Której- zażartował spontanicznie.
-Oj, ty się doigrasz mój rycerzu.
Rzuciła mu się na szyję i zaczęła całować. Stali tak przez moment, gdy usłyszeli ludzkie utyskiwanie. Przestraszyli się, że ktoś ich podgląda, więc ruszyli dalej.
Głos dochodził z ławki, którą właśnie mijali. Pod ławką leżał jakiś pijany człowiek.
-Czekaj- stanęła i odwróciła się.- Chodź ze mną.
Podeszła do ławki i leżącego mężczyzny. Odchyliła kurtkę i zaniemówiła. Rozpoznała znajomego.
-Zostaw go, to jakiś pijak, niech leży pod ławką, przynajmniej nie…
-Przestań!- Przerwała mu groźnie.- Znam go, to Dec, Boże, to mój były nauczyciel. Chodziłam w podstawówce do niego na korepetycje.
Rozpłakała się.
Filip nie wiedział, co ma zrobić. Jego nienawiść i obrzydzenie do alkoholików musiało ustąpić przed sytuacją, z jaką nigdy wcześniej się nie spotkał.
-Pomóż mi go posadzić na ławce!- Już nie mówiła do niego, ale krzyczała, bo deszcz rozpadała się na dobre i wiatr rozszumiał konary drzew parku.
W jednej chwili Filip posadził na ławce kloszarda. Był to mężczyzna po czterdziestce, wyniszczony i wyłysiały, jakoś nienaturalnie opuchnięty na twarzy i brązowy.
Luiza zastanawiała się chwilę, co ma robić. Rozglądała się chwilę, potem wyciągnęła telefon komórkowy. Chciała najpierw zadzwonić po ojca, ale przypomniała sobie, że nie ma go w domu, a matka ma korepetycje. Zadzwoniła na postój taksówek i wyjaśniła, gdzie taksówkarz ma się zjawić jak najszybciej.
Odłożyła telefon do kieszeni kurtki.
Mężczyzna wyłożył się na ławce mimo deszczu. Oni także stali i nie myśleli w ogóle o wodzie spływającej im po głowie.
-Co robimy?- Filip przekazał inwencję dziewczynie.
-Musimy wyprowadzić go z parku i poczekać na taksówkę.
Przez cały czas spływały jej po policzkach łzy. Filip czuł, że uraził ją bardzo traktując pijanego nieznajomego z taką nonszalancją.
Stali z pijanym mężczyzną na chodniku, a deszcz rozpadał się na dobre. Nie było wokół żywej duszy, wszyscy pochowani bali się zimnego powiewu wiatru.
Nadjechała taksówka, wsiedli i Luiza wymieniła nazwę ulicy. Samochód ruszył, a Luiza przez cały czas patrzyła na nieświadomego niczego pijaka. Na Filipa nie spojrzała ani razu.
-Dokąd teraz?- Spytał kierowca, gdy wrócili do samochodu.
Luiza zerknęła na zegarek.
-Na Jagiellońską.- Autobus Filipa już odjechał i zabierała go do siebie.

W milczeniu weszli do domu i udali się do jej pokoju na górze. Przyniosła ręcznik i podała go Filipowi. Sama wyszła z pokoju i po chwili wróciła przebrana i wysuszona.
-Zawiozę cię do domu, tylko zjemy obiad. Chodźmy do kuchni, wstawiłam coś.
Zeszli do kuchni i Filip usiadł przy stole.
-Dobrze go znałaś?
-Tak jak się zna nauczyciela.- Krzątała się i nakrywała do stołu.- O jego prywatnym życiu nie wiem nic, ale wiem, że był świetnym nauczycielem.
Filip milczał.
-Przykre, że tak się stoczył.- Wstał i podszedł do niej.- Wiesz, chciałem cię przeprosić za moją reakcję, to jest poza kontrolą.
Przytulił ją, a ona nadal płakała.
-Czasami ludzie piją, bo są nieszczęśliwi, nie można potępiać wszystkich.
-Ja wiem, masz rację, ale mój ojciec pije i gdy widzę pijanego, to po prostu ręce składają mi się do bicia. Nie mam dla nich żadnego usprawiedliwienia.
-A rozmawiałeś z nim kiedyś, dlaczego pije?- Pytała.
Zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią.
-Nie, jakoś mijamy się obaj, rzadko kiedy go widuję.
Milczeli przez chwilę. Luiza podniosła załzawione oczy i spojrzała na niego.
-Ale ty nie będziesz pił?
-Nie, nigdy.
-Nie będziesz mijał się ze mną?
-Nie, na pewno nie, za bardzo cię kocham.

Dodaj komentarz