"Życie to nie teatr…"

Rozdział 31

Siadał właśnie do ławki podczas matematyki, kiedy pani profesor przerwała zajęcia. Do klasy weszła dyżurna i zapytała, czy może prosić na korytarz Filipa. Kiedy wyszedł, kazała mu wrócić po plecak i kurtkę.
Zaprowadziła go do dyrektora szkoły. Dyrektor zamknął za nim drzwi.
-Dzwoniła twoja mama i bardzo prosiła, abyś jak najszybciej przyjechał do domu- zakomunikował mu.
-Coś się stało?- Zaniepokoił się.
-Tak, coś poważnego z twoim tatą, nie wiem nic więcej. Jedź, jesteś zwolniony.

Kiedy wszedł do domu, matka siedziała w kuchni.
-Co się stało?- Stanął w progu, nawet nie ściągnął plecaka.
-Wasz ojciec nie żyje.
Nie wiedział, co ma powiedzieć. W pierwszej chwili był zły na ojca, który znowu narozrabiał. Po chwili jednak uprzytomnił sobie, że nie o to chodzi, ojciec nie żyje, nie żyje.
Nie mógł w to uwierzyć.
Patrzył na matkę i widział, jak ona cierpi.
Podszedł do niej, odsunął taboret i na nim usiadł. Zdjął plecak i położył go na podłodze.
-Jak to, dlaczego, co się stało?
-Spadł ze schodów wiaduktu kolejowego, znaleziono go rankiem, nie żył. Prawdopodobnie rozbił sobie głowę i tak zginął.
-Przecież ten wiadukt jest zamknięty?- Właściwie pytał tylko, nie oczekiwał odpowiedzi.
Milczeli.
-Mamo, czy ojciec był pijany?
Wycierała łzy.
-Wiesz, twój ojciec był chory, dlatego pił. Nie był pijakiem z potrzeby picia, pił, bo cierpiał.
-Jak to, awanturował się po nocach, bo cierpiał?
-Zaraz awanturował- wstała, aby wyrzucić chusteczkę.
-Ja nie rozumiem, na co chorował?
-Miał raka żołądka. Dowiedział się o tym dwa lata temu i zaczął pić. Najpierw chciał sobie odebrać życie.
-Ale przecież mówiłaś, że od co najmniej pięciu lat nie oddaje całej wypłaty do domu?- Niczego nie rozumiał.
-Nie rozmawialiśmy nigdy na ten temat, więc nie mogłeś znać prawdy.
Filip wstał i krążył nerwowo po kuchni.
-Zaraz, więc ustalmy, ojciec pił od dwóch lat, a nie jak mi się zdawało od zawsze, czy tak?
-Tak- odrzekła.
-Ojciec miał raka i dlatego wymiotował, nie mógł nic jeść, po nocach jęczał w ubikacji z powodu choroby, a nie pijaństwa, czy tak?
-Tak, w większości tak, tylko czasami wypił, ale nie mógł pić dużo, aby się upić.
-Mamso, czy ty rozumiesz, co mówisz?
-Tak, ale dlaczego o to pytasz?
Upadł przed nią na kolana.
-Mamo, przez cały czas wydawało mi się, że ojciec jest alkoholikiem, teraz dowiaduję się, że nie, wiesz, co to dla mnie znaczy?!
-Ojciec wolał, abyś tak myślał, nie chciał, abyście znali prawdę, nie pozwalał wam jej powiedzieć, żebyście nie cierpieli razem z nim.
-Ale przecież ja przez to zupełnie straciłem do niego szacunek! Przestałem o nim w ogóle myśleć jak o ojcu i człowieku, mamo, przecież ja go nieraz chciałem uderzyć, bo wydawało mi się, że on cię bije! Dlaczego taiłaś prawdę?!
-Tak ojciec zadecydował.
-Dlaczego teraz odszedł, spadł ze schodów, popełnił samobójstwo?!
-Nie podnoś głosu, to on tak chciał, nie ja, prosił mnie i błagał, abym wam nie mówiła. Nie chciał, abyście się martwili, szczególnie mała i Kamil.
-Odpowiedz, popełnił samobójstwo?!
Milczała.
-Nie wiem, możliwe, ostatnio bardzo cierpiał, choroba nasiliła się. Nie miał szans na leczenie, mógł żyć bez żołądka kilka miesięcy. Stracił wiarę, wiedział, że niedługo umrze, nie wiem, możliwe, że sam skończył swoje cierpienie.
Siedział na taborecie.
-Nawet nie zdążyłem z nim porozmawiać, pożegnać się, zrozumieć. Traktowaliście mnie jak małe dziecko, to nie jest w porządku.
Podeszła do niego i głaskała go po głowie.
-Przepraszam za niego i za mnie, tak miało być lepiej dla ciebie, ojciec uważał, że nie powinieneś żyć w atmosferze choroby i śmierci, mogłoby ci to zaszkodzić cieszyć się życiem.
Zdjął jej ręce i wstał.
-Oszukaliście mnie, nie tego się po was spodziewałem. Przez ostatnie lata nie żyłem pełnią życia, tylko karmiłem w sobie i hodowałem nienawiść do ojca, bo wydawało mi się, że krzywdzi nas wszystkich. Teraz, po jego śmierci mam z tym żyć. Jak, powiedz mi, jak mogliście mi to zrobić?!
Wybiegł z kuchni.

Myślał o ojcu, o tym jak bardzo go w sercu krzywdził i płakał. Dwie noce do pogrzebu płakał i był nieobecny. Z nikim nie rozmawiał, nikogo nie chciał widzieć, cierpiał.
Leżał na łóżku i patrzył w sufit, kiedy do jego drzwi ktoś zapukał.
Weszła Luiza i nic nie mówiąc, usiadła na brzegu łóżka. Widziała, co się z nim dzieje i nie odzywała się.
Otworzyła okno, potem wyszła i wróciła z tacą z gorącą herbatą, lekarstwami i talerzem pełnym kanapek.
Podniosła go do pozycji siedzącej, poprawiła mu poduszkę i koszulę od piżamy. Następnie karmiła go i poiła, a Filip siedział i tępym wzrokiem patrzył przed siebie.
Zjadł wszystkie kanapki, witaminy, wypił herbatę i położył się na poduszce.
-Nie myśl o niczym, śpij kochanie- szepnęła- posiedzę przy tobie chwilę.
Filip bardzo przeżywał śmierć ojca. Był w szoku, ale tylko on i matka wiedzieli, z jakiego powodu. Nie mógł sobie wybaczyć tych wszystkich złych myśli, jakimi karmił swoją nienawiść do ojca, podczas gdy ten umierał, tak, on umierał, a Filip myślał, że pił.
Wiele wieczorów i przerwanych nocy kosztowała go choroba ojca. Wyrywał się wówczas z pościeli, chciał położyć kres pijaństwu ojca, przywrócić szacunek matce. Daremnie, ona wcale go nie utraciła. Dlaczego nie powiedziała prawdy, dlaczego w ogóle tak mało ze sobą rozmawiali? Nie mógł tego zrozumieć.
Pijaństwo wiąże się ze strachem przed światem, tak to sobie tłumaczył. Podejrzewał ojca o słaby charakter i tchórzostwo. A on walczył ze śmiercią. Tak, na pewno pomógł śmierci, aby go zabrała, nie chciał już cierpieć i zarażać cierpieniem wszystkich wokół.
Szedł na ten wiadukt i co myślał? Czy wiedział, że Filip go nienawidzi, czy kocha? To ważne.
Chciałby teraz powiedzieć ojcu, że nie wiedział o jego cierpieniu, źle go oceniał, kochał go, chociaż tego nie okazywał.
Za późno.

Filipowi wydawało się wielokrotnie, iż ojciec unika go, ponieważ czuje jego przewagę fizyczną. Młodzi buntownicy, czy wszyscy nastoletni chłopcy próbują swoich sił na ojcach, chcą nad nimi dominować, pokazywać swoje mięśnie i nimi wywijać, wywijać także racjami, nowoczesnością?
Boże, jakie to żałosne, jakie to płytkie.

Tak, z pewnością ojciec miał rację ukrywając prawdę. Wszyscy byliby załamani, a szczególnie Ania, ona kochała go najbardziej, miała z nim najlepszy kontakt. Jego się wstydził.
Tak, wstydził, nie bał się, wstydził. Dlaczego nic nie powiedział?

Na pogrzebie było bardzo dużo ludzi. Delegacja z zakładu pracy i ze szkół, orkiestra, kilku księży, poczty sztandarowe i wielu innych ludzi, których Filip nie znał i nigdy nie widział na oczy.
Matka musiała go przepraszać i niemal błagać, aby poszedł na pogrzeb. Czuł się oszukany, złamany i skrzywdzony.
Także po pogrzebie nie chciał rozmawiać z nikim. Zostawił rodzinę bliższą i dalszą. Miał w kieszeni klucz do sali bokserskiej. Poszedł tam cierpieć w samotności.
Luiza przez cały czas szła za nim i nie spuszczała go z oka. Martwiła się o niego.
Weszła za nim do sali.
Filip w koszuli i w rękawicach trenował na worku. Beznamiętnie walczył, robił uniki i atakował. Nie męczył się, nie przestawał. Następnie zmienił przyrząd na gruszkę i na niej się skoncentrował.
Luiza oglądała to widowisko i milczała. Podeszła do niego z chusteczką, gdy po godzinie zaczął płakać i usiadł zrozpaczony na parkiecie.
Przytuliła go do siebie.
-Powiedz mi wszystko, powiedz…- Zdejmowała mu rękawice.
Bardzo jej wtedy potrzebował.
Wkrótce uspokoił się na tyle, aby móc wyjaśnić, jakim okrutnym śmieciem był do tej pory, jak własnego ojca znienawidził, jak bardzo go tym skrzywdził.

Dodaj komentarz