Tylko praca…

Rozdział 44

Opatuleni w koce i w okularach przeciwsłonecznych siedzieli na tarasie wielkiego hotelu. Było tam wielu narciarzy, którzy odpoczywali wystawiając twarze do słońca. Na alpejskich wysokościach opala ono zimą i latem na brąz.
Luiza dumnie pokazywała gips wszystkim zainteresowanym i każdy, kto koło niej przechodził, pytał, która to trasa narciarska taka groźna? Nie mogła pozbawiać ich przyjemności okazywania jej współczucia i nie przyznawała się, iż jest to gips z wypadku samochodowego. Przygotowana topograficznie do odpowiedzi wyjaśniała po niemiecku, gdzie i jak doszło do wypadku, w którym złamała nogę. W ostatniej chwili uratował ją jej ukochany narzeczony. Tutaj wskazywała Filipa.
Podczas różnych towarzyskich spotkań z dumą wyjaśniała, że przyjechali tam na tydzień, ponieważ jej genialny narzeczony wygrał konkurs na jednej z najlepszych uczelni europejskich. Ma też zamiar zostać najlepszym na świecie maklerem giełdowym i zarabiać krocie. Już zarabia.
Filip nie reagował na jej opowieści i nie chciał psuć świetnej zabawy. Niemiecki Luizy był bez zarzutu, zazdrościł jej talentów językowych. Jednak i bez tego Luiza wzbudzała powszechne zainteresowanie swoją urodą. Natomiast na każdym kroku pokazywała, że jest zazdrosna o Filipa i nie pozwalała mu rozwijać angielskich konwersacji z ładnymi dziewczynami.

Byli bardzo szczęśliwi i na pokaz udawali bogatych narciarzy. Stawali się sobą dopiero na osobności.
-To niesamowite, że wygrałeś tę nagrodę i pieniądze od sponsorów.
-Tak- leżeli na fotelach przed kominkiem w pokoju Luizy- nie do wiary, przecież jest tylu lepszych.
-Ty znowu swoje?!- Była zła, kiedy nie doceniał własnych możliwości i pomniejszał swoje sukcesy.
Podczas rozdania nagród komisja poinformowała, że ostatnie zlecenie Filipa awansowało go do pierwszej dziesiątki. Ponieważ był na najwyższym miejscu spośród licznej grupy niestudentów, otrzymał nagrody sponsorskie. Między innymi były to tygodniowe ferie w Alpach dla dwóch osób, laptop, telefon komórkowy i nagroda pieniężna. Od uczelni natomiast dostał roczne stypendium i indeks na wybrany kierunek w Warszawie lub filii uczelni we Wrocławiu. Oczywiście, musiał najpierw zdać maturę.
Gratulowali mu wszyscy w domu, a rodzice Luizy zapowiedzieli, iż wybiorą się razem z nim i Luizą w Alpy. Tak też zrobili. Na cześć Filipa wydali też rodzinne przyjęcie i zaprosili Dziubińską z dziećmi.

Końcówka stycznia, była dla Filipa bardzo ekscytująca. Razem z Luizą, która mianowała się agentem Filipa, musieli rozważyć kilka sportowych propozycji. Niektóre nadeszły dość nieoczekiwanie.
Nowy menedżer klubu siatkarzy z Wrocławia, były trener drużyny z Częstochowy poznany na turnieju w Nysie, zaangażował Sokoła na stanowisko trenera drugoligowego zespołu. Sokół po podpisaniu kontraktu dzwonił do Filipa z propozycją gry już od marca.
Przyszedł list ze związku pięściarskiego, w którym zapraszano Filipa do uczestnictwa w obozie szkoleniowym kadry. Mieli przygotowywać się do mistrzostw Europy rozgrywanych w Polsce. Luiza bardzo cieszyła się z tego wyróżnienia.
-Będę miała męża reprezentanta- mówiła dumnie.
-Chciałabyś?
-Pewnie. Jeszcze lepiej byłoby mieć męża olimpijczyka albo mistrza Europy.
-Próbujesz grać na moich ambicjach?- Uśmiechał się do niej.
-Nie. Chciałabym tylko, aby mój kochany wierzył w siebie, jak ja w niego wierzę.

Przed wyjazdem na ferie Filip spotkał się z promotorem prywatnej grupy zawodowej bokserów. Właściciel był zainteresowani natychmiastowym przejściem Filipa do ich klubu.
-Możesz liczyć na dużo większe pieniądze za treningi i występy niż w pseudo amatorskiej lidze- zachęcał go promotor.
-Chciałbym spróbować walczyć dla kadry- nieśmiało wtrącił Filip.
Właściciel grupy oburzył się.
-Przecież państwo nie dało grosza ani w żaden sposób nie zachęcało cię do trenowania, człowieku!?- Rozpoczął oburzony.- Co z tego będziesz miał? Będziesz jeździł na zawody, odwalał robotę, a chmara spasionych działaczy będzie się wozić twoim kosztem i jeszcze decydować o twojej karierze?! Człowieku, mamy dwudziesty pierwszy wiek, niewolnictwo się dawno skończyło, a powstania narodowe wszystkie upadły! Skończ z tym romantyzmem!

Filip podczas wolnego bardzo spaceru streścił narzeczonej swoje możliwości naukowe i sportowe. Był w refleksyjnym nastroju.
-Wiesz, jeszcze pół roku temu nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić? Chodziłem do szkoły, trenowałem siatkówkę, martwiłem się o studniówkę. Nawet nie wiem, czy klasa dobrze się bawiła, nikogo o to nie pytałem. Teraz ukończenie szkoły jest dla mnie oczywistością, ponieważ mam już swoje życiowe plany.
-Jest tam miejsce i dla mnie?- Pytała Luiza.- Teraz cały świat stoi przed tobą otworem, możesz mieć wiele…
Położył na jej ustach dwa palce, uniemożliwiając jej mówienie.
-Jak możesz tak mówić? To ty jesteś moim życiowym celem, moją przyszłą rodziną i całym światem.
-I nie będziesz mnie nigdy oskarżał, że to ja okręciłam cię wokół palca i straciłeś dla mnie rozum, a mogłeś żyć i szaleć do trzydziestki?
-Poczekaj, jak będę miał trzydzieści lat, to nasze dziecko pójdzie do pierwszej komunii?- Spojrzał na nią z radością.- To mi odpowiada w zupełności.
Pocałowała go mocno.
-Kiedyś myślałem o przyszłości ze strachem. Bałem się o niej myśleć, bo to była jedna wielka niewiadoma. Teraz mam kilka dróg kariery sportowej do wyboru i indeks na uczelnię, przedtem nie miałem nic.
Patrzyła na niego z podziwem.
-Sam do tego doszedłeś, dzięki swoim siłom, wszystko zawdzięczasz sobie. Nic nie wzięło się samo z siebie, ale wszystko przyszło z latami treningów.
-Teraz to widzę jaśniej. Widzę też i taką rzecz, że to dzięki tobie odnalazłem to, czego szukałem, a strach myślenia o przyszłości przepadł w twoim optymizmie i dzięki twojej wierze we mnie.
-Potrzebujemy, aby w nas wierzono, szczególnie ci, których kochamy- przytuliła się do Filipa.
Mieli dużo czasu na przemyślenia. Na razie opalali się w Alpach. Nie potrafili jeździć na nartach, ale i tak Luiza nosiła jeszcze gips, a on nie odstępował jej na krok. Nie mieli więc czego żałować.
Uwielbiali godzinami siedzieć na tarasie i oglądać góry. Przytuleni patrzyli na wielkie ośnieżone szczyty górskie.
-Zobacz, góry są wielkie, majestatyczne, ludzie to takie mróweczki przy nich. Stoją tak od wieków, poznały całą historię ludzką i nic ich nie jest w stanie ruszyć- Filip był pełen podziwu.
Luiza milczała chwilę.
-Wulkan jest w stanie, zapomniałeś, wulkan?
Spojrzał jej w oczy.

Koniec.

Dodaj komentarz